Wszyscy czekali tylko na nią. Zeszła ze schodów i słychać było podgwizdywanie ze wszystkich stron. Miała na sobie zieloną sukienkę (od Wolly'ego ), która idealnie pasowała do jej krwistych włosów. Włosy miała związane w luźny kok i widać było na nim białą, wielką różę. Gdy zeszła wzięła za ramię Harry'ego i wyszli. Ron nie mógł się napatrzeć na widok zdziwionej Hermiony. Jak...jak...jak jej się udało zapleść tak włosy? Powtarzała sobie milion razy. Kiedy doszli wreszcie do umówionego miejsca. Harry przywołał każdemu miotłę. Hermiona nigdy nie polubiła latać. To było dla niej odrażające i....głupie tak samo jak Quidditch. Niestety przyleciały tylko 2 miotły.
- No świetnie! To ja może lepiej już pójdę do domu zapytać się czy Syriusz nie zostawił motocyklu? A wy polecicie razem? - Chciała się wymigać.
- O nie, nie moja droga! Nigdzie nie pójdziesz! - powiedziała jej sympatia
Hermiona westchnęła i naprawiła pojazdy. Ginny wzięła starą zmiataczkę, Harry nimbusa 2001, Ron swoją nową miotłę nimbusa 2000, a Hermiona błyskawicę.
- Harry wiesz, że nienawidzę latać. Może więc oddasz mi nimbusa i sam weźmiesz swoją? - powiedziała ironicznie
- Nie ma mowy! Poza tym Ron też by nie dał się zamienić i skrzywdzić swoje dziecko.
Dziewczyna zasiadła miotły i wzbiła się w powietrze. Nie wiedząc dlaczego szło jej bardzo łatwo latanie niż dotychczas na swojej starej i wolnej miotle do której była przyzwyczajona.
Brązowe włosy szalały przed twarzą Rona.
- Ej, to nie fair!
- Co jest nie fair? Ja tylko latam!
I ścigali się zapominając, że nie są sami. Nareszcie przestali gdy Ronald złapał miotły szatynki i usłyszeli głębokich śmiechów. Zarumienili się.
- Uwielbiam kiedy się rumienisz- powiedział do niej chłopak
Dziewczyna jeszcze bardziej się zarumieniła i poleciała w figlarnym uśmiechu pozostawiając go samego.
Gdy już przylecieli do zamku, wszyscy byli w świetnym nastroju! Nie było smętnie jak na pogrzebie Freda, a wręcz przeciwnie! Wszyscy chichotali i zwiedzali zamek jakby byli pierwszoklasistami.
- Pamiętam to miejsce - powiedziała Granger - Tutaj przywaliłam temu cholernemu Malfoy'owi!
Wszyscy zaczęli się śmiać. Kiedy uznali, że za długo stoją w jednym miejscu weszli do środka. Od razu przypomnieli sobie lata szkolne i zmieniacz czasu Hermiony. Weszli do wielkiej sali. Tam było dopiero przecudnie! Pamiętali każdą drobną rzecz! Harry przypomniał sobie nawet jak spoglądał pierwszy raz na Snape i Hermiona kiedy paliła jego szatę. Podeszli do Minerwy i się przywitali.
- Witam drogie panie! Niech zgadnę! Granger, Weasley, Weasley i Potter!
- Tak! - krzyknęli
- Jak dobrze was znowu widzieć! - powiedziała i ucałowała obecnych. - Przyszliście trochę za wcześnie i mam nadzieję, że wszystko wiedząca Granger - zrobiło jej się gorąco- pomoże mi w przygotowaniu?
- Oczywiście Minerwo-
- Weasley i Potter! - chłopcy wzdrygli się - Mam nadzieję że macie apetyt! Właśnie zrobiłam swoje ulubione ciasto cytrynowo-marchewkowe! Macie ochotę?
- Tak!
I cała trójka usiadła przy stole nauczycielskim, przy którym pierwszy raz coś jedli. Ciasto było znakomite! Przy drzwiach wejściowych zauważyli Georga i Angelinę. Chłopak podszedł do nich i powiedział:
- Witam szanownych profesorów!
Trójka zaśmiała się i wskazała na Hermionę która walczyła z krzeslem.
- Stój! Powiedziałam STÓJ! CHOLERA STÓJ! - słyszeli za każdym razem gdy krzesło uciekało od jej krzyku.
- Panno Granger! Co ja mówiłam na lekcji transmutacji? Trzeba zrobić kółko i wypowiedzieć : Dippendo!
W tym momencie krzesło ustało i wpadło na Hermionę , która robiła to z resztą chodzących rzeczy.
- Słuchajcie...mam pewien pomysł - powiedział George do nich lecz tak że tylko oni mogli to usłyszeć.
- Nieźle! Ale, co z Hermioną? Ona przecież nie ma kogo....i nie dokończył bo jego brat puścił mu oko i otworzyły się drzwi, a w nich pojawiła się Gabrielle ze swoją siostrą Fleur i Billem. Weszli szybkim krokiem i dołączyli się do jedzenia ciasta. Kiedy dziewczyna poradziła sobie ze wszystkimi przedmiotami ruszyła do stołu po wodę.
- Wiesz Ron? Ty naprawdę chyba za dużo jesz.- parsknęła w kubek.
Ron poczerwieniał, choć nie można było wykryć czy ze złości czy ze wstydu.
- A ty za mało! - odpowiedział.
Kiedy w sali zrobił się szum i wszyscy przyszli ( razem z Fatalnymi Jędzami ) McGonagall puściła muzykę i wszyscy tańczyli. Na początku Hermiona zamówiła powolną i smętną muzykę. Idealną do tańca wolnego. Wzięła Rona za rękę i zaczęli podrygiwać po parkiecie. Po półgodzinnej nucie pojawiła się rockowa. Nie pasowało to Hermionie i na dodatek opadła z sił na krzesło przy ponczu. Był tam Krum!
- Witaj Hermi_ona_nina. Ponczu? - zapytał nadal z trudem wymawiając jej imię.
- Tak, dzięki Wiktor.
- Czemu nie tańczysz? - zapytał i podał jej kieliszek
- Wiesz.., to muzyka nie dla mnie i na dodatek opadam z sił przez przygotowanie sali i lot na miotle tutaj. - powiedziała po czym łyknęła sporą ilość płynu.
- Dlaczego ty nie lubić Quidditch? - Zapytala Francuzka
- Fleur? - co ty tutaj robisz? Czemu nie tańczysz?
- Zobaczyć że mi przijacielka nie tańczyć to i ja nie robić tego
- Angielski coraz bardziej opanowajesz! Wystarczy tylko jeszcze tochę poćwiczyć!
- Wim -zarumieniła sie - z kid maś taką suknię?
- Oh..tą...- zarumieniła się - mama mi ją kiedyś kupiła
- Pasui do twoich brinzowych włosiów!
- Dziękuję! - i w tym momencie jakiś chłopak zaprosił ją do tańca
- Idź! - powiedziała do swojej przyjaciółki Fleur
Hermiona za to pokręciła głową i spojrzała na ździwiona minę wili
- Czi ti właśni odmówiłaś?!
- Tak. Nie rozumiem po co ten krzyk.
- To najprzistojniejsi chłopiak w śkole!
- Mnie raczej nie interesuje - puściła oko - A jeśli pozwolisz to chciałabym z nim porozmawiać na osobności
Fleur kiwnęła głową twierdząco. Podeszła do chłopaka, który miał zawiedziona twarz i zaprosiła do tańca.
Zgodził się i na dodatek uśmiechnął.
- Czemu miałeś taką zawiedzioną minę? - zapytała i zrobiła piruet - A! I jestem Hermiona!
- Miło cię poznać - ciebie też - jestem Charles. Miałem taką minę bo jeszcze żadna dziewczyna nie odmówiła mi .
- Rozumiem...Z Ronem też tak przez pewien czas było. Niestety odwrotnie. Miał zawiedzioną minę kiedy ktoś CHCIAŁ z nim tańczyć- zachichotała i zrobiła następny piruet
- Ja za to nie mogłem odciągnąć się od dziewczyn. Zawsze za mną łaziły i mam do teraz z dwieście listów miłosnych w tym dziewięćdziesiąt z ukrytą amortencją.
- Pamiętam jak było to z Cedriciem - parskęła - A później z Harrym i Ronem - zaśmiała się głośno
- Masz piękny śmiech - przytulił ją do siebie i opuścił nieco niżej rękę. - Nigdy nie widziałem równie pięknej osoby jak ty.
- Dziękuję - zarumieniła się - Pewnie wiele już ci to mówiło ale jesteś jak się bardziej przyjrzeć nawet przystojny.
Chłopak oparł głowę o jej i próbował ją pocałować. Hermiona wyrywała się na wszystkie możliwe sposoby, lecz jej się to nie udawało. Szarpała go.
- Silencio - przyłożył jej do ust różdżkę i wyszedł z nią z sali. Nagle odzyskała mowę, lecz nadal nie mogła się ruszyć.
- Ty...- nie dokończyła bo usta zakrył jej palcem.
- Nic nie mów, a nic ci nie będzie.
Zaczął ją rozbierać, ale ona się tak łatwo nie dawała. Szarpali się nawzajem jak psy. On chciał ją zgwałcić. To było pewne. Co raz opadała z sił. Przytrzymywała się schodów i walczyła z nim. Nagle pojawiła się Ron.
Cały czerwony od złości. Przypominał dorodnego buraka. Wycelował różdżką w niego i powiedział : PETRIFICUS TOTALUS
Hermiona przestraszyła się i zaraz po tym Charles leżał na jej twarzy. Zdjęła go z siebie i nie odzywała się do Rona przez cały bal. Aż w końcu sie odezwała.
- Ron? Dziękuję.
Chłopak prychnął - Co to miało być?
- Wiesz że to nie prze ze mnie prawda?
Chłopak nie odpowiedział i tylko ruszył ramionami.
- Proszę...- dziewczyna błagała
- Oh...niech ci będzie to nie twoja wina! Ale też nie moja! I na pewno nie Fleur!
- Od kiedy bronisz Fleur?!
- Od zawsze!
- A moze od kiedy dowiedziałeś się że jest Wilą?
- Co ty bredzisz?!
- Mówię prawdę!
Kiedy ucichli weszli w kominek i powiedzieli : NORA
Molly przywitala ich gorąco i ucałowała.
- Jesteście głodni?
Zaprzeczyli i nadal stali nieruchomo.
- Mam dla was niespodziankę! Ginny wiecie jak to jest....em...wypiła za dużo procentów. Więc przeniosłam ją do pokoju Harryego. Wy więc będziecie spać razem w pokoju Ginny! Cieszycie się?
- CO?!
- RONALDZIE! Nie krzycz! Jeszcze obudzisz swoją siostrę!! Marsz do pokoju! Już! A ty Hermionko, chcesz coś jeszcze? Jeśli nie to proszę idź z Ronem do pokoju. - uśmiechnęła się. Hermiona wyraźnie zauważyła że kiedy pani Weasley jest zła zwraca się do swoich dzieci po pełnym imieniu.
- Dobrze pani Weasley.
Poszła do pokoju tuż za Biliusem i usiadła na łóżku.
- Słuchaj...CO TO DO CHOLERY MIAŁO BYĆ?!
- O co ci chodzi? - lecz gdy zauważyła gdy Ron nabiera powietrza aby krzyknąć rzuciła Muffiato
- O TEGO TYPKA NA WIEŻY ASTRONOMICZNEJ!!
- Wiesz dobrze że tego nie chciałam!
- Tak! Oczywiście zawsze muszę ci wierzyć tak?! Bo jesteś dziewczyną to wszystko ci wolno!
- Oczywiście że nie Ronaldzie!
- Nie mów do mnie jak moja matka!
- Myślisz że chciałam z nim ztracić dziewictwa!
- I ja mam w to uwierzyć?
- POWINIENEŚ! Widziałeś że on chciał mnie zgwałcić!
- BO TEGO CHCIAŁAŚ!
- Nie! Jak możesz mnie o to oskarżać?!
- Inaczej byś krzyczała że nie chcesz!
- BAŁAM SIĘ O CIEBIE!
- Niby jak?
- Powiedział że jak coś powiem to może coś...się złego stać...
- I ty się niby bałaś o MNIE?!
- TAK!!!
- Niedorzeczne!
- Skoro tak uważasz! Idę spać! Nie chcę dłużej słuchać twojego wrzasku!
- I dobrze! Ja twojej paplaniny też!
I zasnęli.
NASTĘPNEGO DNIA
- GRANGER! Co te pampersy robią w mojej łazience?!
- Hermiona wzdrygła się. Popatrzyła nie przytomnie na Rona i odpowiedziała:
-Jeśli chcesz abyśmy odzywali się do siebie nazwiskami to proszę bardzo! I To nie są pampersy tylko podpaski! I jęsli chcesz aby to była tylko TWOJA ŁAZIENKA TO PROSZĘ BARDZO! Pójdę do Ginny i Harryego! Do widzenia!
I wyszła.
//AMORTENCJA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz