sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 1 - Czy to miłość?

Był początek września. Czarodzieje jak i czarownice szykowali się do pierwszych zajęć.

        ***

 W wielkiej sali było pięknie. Stoły były pokryte białym obrusem a na jego końcach były przyszyte paski z kolorami domu. Na stołach oprócz obrusów było pysznie wyglądające jak i smakujące przeróżne potrawy. Wokół ław były dzieci które coś do siebie mówiły. Było gwarno.
Ron!-krzyknęła Hermiona.
Rudzielec który stał na końcu pokoju odwrócił się. Gdy JĄ zobaczył zrobiło mu się w środku ciepło i gdy widział jak do niego biegnie nogi mu miękły i nie mógł nic zrobić. Tylko się na nią patrzyć. Brązowłosa zarumieniła się i stanęła koło niego.
-Ron, muszę ci coś powiedzieć na osobności więc Harry nie może z tobą wtedy przebywać. Może pójdziemy na dwór?- spytała
Ron odpowiedział przytaknięciem swojej czerwonej głowy.
Hermiona energicznie złapała go za rękę i wyszli.
Zatrzymali się przy jeziorze gdzie mieli swoje pierwsze spotkanie. Hermionai strasznie się jąkała, a nawet cały czas aby mu cokolwiek powiedzieć. Nareszcie ucichła, bo zrozumiała że z nic z tego nie wyjdzie. Złapała go za drugą rękę i patrzyli sobie w oczy tak gdzieś z 10 minut. To dla nich nie miało znaczenia, bo razem chcieli aby ta chwila trwała wiecznie. Nagle usłyszeli przeraźliwy dźwięk wydobywający się z krzaków. Oboje się bali że to jakieś dziwne, nieoswojone zwierze biegnie w ich kierunku. Hermiona położyła swoją głowę na klatce piersiowej Rona i mocno go przytuliła. Chłopak stał w miejscu z różdżką celującą w miejsce z której wydobył się odgłos. Z krzaków wyszedł ogromny człowiek.
Hagrid!- zawołała dwójka.
Co tam gołąbeczki? - Odpowiedział ze śmiechem.- Muszę was o coś poprosić, ale to u mnie. Tutaj czuję się nieswojo i Harrym czeka w mojej chatce i zapewne chcę z wami pogadać.
***
Wokół chatki nie było pusto. wszędzie porastały małe i duże rośliny. Najbardziej zauważalne były dynie. Sama chata wyglądała mizernie i widać było że zrobił ją jakiś człowiek ( lub półolbrzym ;) ) ponieważ była zrobiona z drewna i kamienia. Okna w niej były małe ale za to drzwi były ogromne, zajmujące całą ścianę.
W środku było za to lepiej. Po prawej stronie była kuchnia, po lewej stara kanapa na której najwidoczniej spał bo nie było tu żadnego pomieszczenia oprócz salono-kuchnio-sypialni i łazienki. Na samym środku pokoju stał okrągły stół z krzesłami. 
Nagle cała trójka weszła do środka zobaczyła Harry'ego siedzącego na kanapie i popijającego gorącą czekoladę.
Hej! - powiedział Harry który miał na sobie jak zwykle szatę i rozczochrane włosy. 
Hej stary!- odpowiedział Ron.
Cześć!- także odpowiedziała Hermiona. 
Hagrid był zadowolony że są tutaj jego mali przyjaciele, ale po wyrazie jego twarzy było widać że coś go trapi. Półolbrzyb usiadł na przeciwko nich i powiedział:
-Musicie mi pomóc. Jak wiecie zostałem nauczycielem i muszę pokazywać i uczyć was o różnych stworzeniach magicznych, prawda? Tyle że nie mam co pokazać i nie chcę nikomu nie robić krzywdy ani żeby nikt po mnie nie sprzątał więc czy pomoglibyście mi na następną lekcje sprowadzić jednorożca? oczywiście wiem że moglibyście się nie zgodzić bo to jest bardzo nie bezpieczne i w ogóle...
Zapadła cisza. Ron i Harry popatrzyli sobie w oczy ze zdziwieniem. Hermiona nagle przemówiła.
- Oczywiście że ci pomożemy.
Hagrid o mało nie wybuchł ze szczęścia. Przytulił wszystkich na raz ( bo miał takie długie ręce ) i cały czas mówił "Dziękuję". Po chwili płaczu i radości zapytał ich czy chcą coś do picia. Ale później popatrzył na zegarek ( nie ten nie działający ) i powiedział aby już zmykali bo spóźnią się na lekcje. 
***
Ich pierwszą lekcją była transmutacja z McGonagall. Harry siedział razem z Neville'em, a Ron i Hermiona sami w jednej ławce. Hermiona była różowa na twarzy ze wstydu, ale była szczęśliwa. Pamiętają te chwile kiedy siedzieli razem z Harry'm i Hermiona uczyła Rona zaklęcia. Wszystko im wspominało chwile kiedy razem gdzieś szli, rozmawiali, uczyli się...
- Panno Granger! Czy pani mnie słucha?! - Powiedziała McGonagall.
Hermiona aż podskoczyła. Była tak bardzo zamyślona w Ronie?! Powinnam o nim nie myśleć! Pewnie i tak głupia, brązowłosa kretynka nie ma u niego szans! Pewnie i tak już ma na oku jakąś lepszą od niej! Hermiona, nie myśl o nim!
-Panno Granger?! Proszę mi powiedzieć o jakim zaklęciu właśnie mówiłam!
Hermiona znowu podskoczyła ze strachu. Teraz wszyscy się na nią patrzyli. Nie miała pojęcia o czym mówiła ta baba. Nagle usłyszała miękki głos Luny. Popatrzyła na nią. Dziewczyna szeptała do Hermiony regułkę zaklęcia. Hermiona szybko pojęła o co jej chodzi.
Powiedziała dokładnie to co mówiła Luna.
- Dobrze. Widzę że mnie uważnie słuchałaś. Przepraszam za mnie Panno Granger.
***
Po lekcji Transmutacji miała Eliksiry, Quiditch, Historie Magii, Runy i Mugoloznawstwo. Była wykończona pierwszymi zajęciami. Półprzytomna wróciła do dormitorium. Musiałą jeszcze odrobić pracę domową. Usiadła w kącie i wyjęła swoje pergaminy i pióro z atramentem. Zaczęła pisać. " Praca Domowa z Run". 
Nagle poczuła wodę kolońską. Od razu wiedziała czyja jest. Odwróciła się i za nią stał rudowłosy chłopak.
Dziewczyna zarumieniła się na jego widok. Ron popatrzył się w jej oczy i przybliżył się do jej głowy. Pachniała mu dobrze znanymi perfumami. Znał ich zapach od zawsze. I zawsze przypominały mu JĄ. Wiedział że ją kochał i nie pozwalał jej nigdzie samej odejść. Hermiona zaśmiała się nieprzyzwoicie i powiedziała że musi odrabiać lekcje bo jutro nie zdąży. 
- Dobrze Panno Granger - powiedział Ron i odpowiedział jej tym samym nieprzyzwoitym śmiechem. Oddalił się o krok i zatopił swoją głowę w jej włosach. Hermionie to nie przeszkadzało. Czuła się wniebowzięcie. Chciała aby to trwało wiecznie. Siedzieli tak do północy, bo wtedy wszyscy sobie poszli i Hermiona skończyła odrabiać. Spakowała swoje rzeczy i stanęła w przejściu do dormitorii. Pocałowała Rona w policzek i powiedziała mu Dobranoc. Następnie rozdzielili się. Hermiona od razu położyła się na swoim łóżku przy oknie i zasłoniła kotary łóżka aby nikt jej nie przeszkadzał. Czuła się dziwnie, źle a zarazem wspaniale. Nie wiedziała co do niego czuje i co on do niej. Myślała że wyszła na błazna przed nim i że rozpowie to każdemu i będzie się z niej śmiał. Mogła go nie całować. Mogła do niego po prostu powiedzieć żeby dał jej spokój bo odrabia lekcje i jest padnięta. Mogła go pogonić. Nie wiedziała co teraz ze sobą zrobić. Weszła pod kołdrę i płakała. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz