sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 12 - Śmierciożercy i Mugole...

Jest rano - Hermiona uświadomiła sobie gdy ujrzała światło dzienne przebijające się siłą przez zasłony na oknach i lekko ogrzewające jej twarz. Usiadła i zsunęła z siebie różową, cienką kołdrę Ginny - Najwyraźniej ona spała u Harry'ego, bo Molly prała jej czarną w niebieskie, prawie niewidoczne gwiazdki. Wstała i usiadła przy biurku gdzie były jej listy. Zaczęła na nie odpisywać. Nadal pamiętała jak obiecała mamie, że jak dostanie od kogoś pytanie lub wiadomość musi koniecznie odpisać. Chwyciła pergamin, kałamarz i pióro. Po chwili zaczęła pisać:
Droga Mamo!
Dziękuję za nową książkę Filiusa i świadectwa z wilkołakami.
Rozumiem, że dużo czasu poświęciłaś na ubłaganiu Hagrida, aby kupił 
ci tę książkę. Niech zgadnę! Postraszyłaś go mną? HAHA Tak myślałam!
A co z tatą? Znalazł sobie nową pracę czy nadal pracuje jako dentysta? 
Mówił mi że w końcu pojedzie do Francji i będzie pracował jako stylista.
Przecież on nie ma gustu! Przepraszam tato, ale to prawda. 
Trochę się rozpisałam. Być moze kiedyś do was przyjadę! A na teraz się żegnam!
PA!
Wasza kochająca córka Hermiona.
Złożyła w rulonik i podała sowie Ginny - Wygrała zakład na wiedzę i nagrodą był całoroczny dostęp do sowy bez pytania. Odetchnęła kiedy skończyła i oparła się o krzesło. Siedziała tak pięć minut, ale później oprzytomniała i spojrzała na zegarek - szósta rano. 
-No to mam jeszcze godzinę - odetchnęła i spostrzegła, że nie ma na sobie codziennego ubrania tylko piżamę. I to bardzo skromną piżamę. Zawstydziła się i podeszła do szafy. Wyjęła z niej mugolskie ostatnie spodnie i białą, długą, przezroczystą bluzkę. Następnie wyjęła dżinsową kamizelkę i nałożyła na siebie przygotowany strój. Przejrzała się w ogromnym lustrze w pokoju i pomyślała, że kiedyś służyło Ginny jako stojak na plakaty, bo wszędzie były różne poprzyklejane taśmy i kawałki kolorowego papieru. Wzięła szczotkę, ale nie wiele nią zdziałała. Schyliła się pod łóżko i wyjęła jakiś stary tom ze zdjęciami, który dostała od Ginny na 16 urodziny. Były w nim zdjęcia Rona, a na końcu karteczka: Nie mów Ronowi, że to zrobiłam, ale myślę, że ci się spodoba. Ginny
I naprawdę się spodobało! Na samym końcu oprócz karteczki były zdjęcia Rona zrobione dzień przez jej urodzinami. Jedno przedstawiało go jak śpi, a drugie jak stoi przed kominkiem, a ogień delikatnie ogrzewa jego bladą cerę. Cholera, wyglądał na nim tak przystojnie! Hermiona gdy miała zły dzień lub była wkurzona zawsze otwierała ten zbiór i oglądała zdjęcia. To był jej najlepszy prezent jaki mogła sobie wymarzyć. Zamknęła go i otrzeźwiała. Za dziesięć minut siódma - popatrzyła na zegar i wstała z podłogi. Poszła w kierunku schodów, aby następnie wejść do kuchni. Już od góry można było wyczuć zapachy, które napływały z kuchni. Było można wyczuć mniej więcej indyka, kawę zbożową i szynkę. Hermiona nawet nie zauważyła jak stoi i gapi się w potrawę na stole i wdycha jego woń. Zawstydzona usiadła na krześle i wzięła gazetę proroka codziennego.
- A, witam, witam, witam i  zdrowie pytam kochana! - przywitała się Molly - Nawet nie zauważyłam jak weszłaś, za co jak najmocniej przepraszam. Kawy?
Szatynka kiwnęła twierdząco głową i przeczytała fragment: Złapano kolejnego Śmierciożerce! Ukrywał się w Anglii na ulicy SkyKey w budynku starego czarodzieja, który kamuflował się w fotel! Poddano go pocałunkom dementorów. Więcej na ten temat na stronie....
Z przestraszenia, że nadal na świecie magii błąkają się zbuntowani śmierciożercy wydusiła z siebie....nic nie wydusiła tylko otworzyła usta i położyła gazetę na stół. 
- Coś się stało? - Zapytała przerażona Molly
- Czy...czy...Nora nadal jest zabezpieczona zaklęciami?
Matka Ginny wytrzeszczyła oczy i odpowiedziała: Tak..słabszymi, ponieważ to miejsce służyło za miejsce spotkań Zakonu Feniksa, ale wiele z nich nie przeżyło w tym...Fred - przełknęła ślinę i z trudem powstrzymała się od płaczu. - A czemu pytasz?
- Bo...bo złapano kolejnego śmierciożerce. 
Molly przestraszyła się, ale po chwili odpowiedziała i postawiła kubek z kawą obok niej - Nie bój się. Puki Nora jest zabezpieczona nawet słabymi zaklęciami to nic nam nie grozi.
Hermiona pokiwała głową, wzięła łyk kawy i lekko się oblizała. Dziewczyna była już uspokojona, ale musiała zachować bezpieczeństwo Norze i jej mieszkańcom. W tym Ronowi. CO TY GADASZ? - mówiła sama do siebie- CZEMU RONALD?! Ty nic do niego nie czujesz! Jesteście tylko przyjaciółmi!! On też nic nie czuje!! . Była na siebie zła, ale nie pokazywała tego po sobie. Postawiła do zlewu pusty kubek i usłyszała tupot stóp. Zza roku powiały jej prosto w twarz rude włosy.
-Ginny!
-Oh! Przepraszam!
Hermiona przyglądała się jej. Była zgrabniejsza od niej. Miała lepszą figurę, włosy, twarz. Ogólnie wyglądała jak ideał. Miała na sobie sukienkę w kolorze pudrowej zieleni. Ginny uwielbiała nosić suknie. Miałą ich w szafie ze sto. Dziewczyna usiadła koło niej i przyglądała się oczom. Hermiona ocknęła się i wyszła z kuchni do salonu po książki. Wyjęła pierwszą lepszą z regału, usiadła na fotelu i zatopiła się w lekturze przez godzinę. Później było zbyt gwarno. Odłożyła książkę i usiadła obok Harry'ego.
- Co tam? - Zapytał Harry
- Nic, Harry. Chciałam się tylko przywitać i powiedzieć, że zaraz jadę.
- CO?! Gdzie?
- Do Mugolskiego miasta. Muszę kupić sobie nowe ubrania. Jadę z Ginny więc nie będziesz miał co robić, za co przepraszam.- puściła mu oczko.
- Nie ma sprawy. Ginny jest w pokoju.
Hermiona pobiegła tam i zobaczyła rudą leżącą na łóżku i rysującą coś. Podeszła i zobaczyła że pisze list, a nie rysuje.
- Ginny! Musimy już iść!
-Ehem... - wstała i poszły do łazienki.
- Więc jak chcesz wyglądać?
- Chcę być wyższa, ciemniejsza i mieć czarne włosy. I nie taki mały nos! - popatrzyła na niego zezem.
Hermiona zachichotała i użyła czaru. Ruda wyglądała teraz jeszcze lepiej. Zawsze zazdrościła jej urody, ale teraz wyglądała pięknie! Szatynka też użyła na sobie czaru i wyglądała jeszcze inaczej. Miała długie, proste, blond włosy, była wyższa i miała zgrabną sylwetkę.
- Czar będzie trwał 3 godziny więc musimy się streszczać.
Ginny jęknęła.
- Będę mówić tobie Molly, a ty mi mów Jean, ok?
- Ok.
Wyszły z łazienki i każdy pogwizdywał. Nagle pojawił się Ron.
- Niech zgadnę! Ty to Hermiona -pokazał palcem na blondynkę- A to Ginny - powiedział i pokazał na brunetkę.
-Oh! Ron! Ty za dobrze nas znasz! - Ginny udająca histeryczkę.
Hermiona i inni się śmieli. Dziewczęta wyszły i się aportowały. W miasteczku było cudnie! Wszędzie kolorowe stragany, budynki i inne takie rzeczy. Hermiona z Ginewrą podeszły do straganu. Zauważyły tam różowy w panterkę biustonosz i pomyślały o tym samym.- Muszę go mieć!
Podeszły do niego i kłóciły się trochę po czym odeszły obrażone na cały świat, bo jakaś babka go zamówiła 3 dni wcześniej. Poszły do sklepu i kupiły dużo różnych ubrań. Potem poszły nad morze i popływały. Znaczy Ginny pływała, bo Hermiona nie umiała. Kiedy minęły 2 i pół godziny wydostał się z tłocznego miejsca do jakiegoś pobliskiego lasu i aportowały się do Nory. Czar prysł przed nią. Weszły do domu i od razu położyły się na kanapie na nogach swoich sympatii.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że rozdział wam się spodobał i wiedziałam że długo nie było żadnego, ale czasu jest naprawdę mało. Komentujcie, misiaczki!
// AMORTENCJA

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 11

Quidditch
-Rozdział 11-
 Dzień zapowiadał się normalnie. Jak co dzień wszyscy zeszli na śniadanie przygotowane przez matkę rudzielców. Dziewczęta szybciej dziś wstały i poszły pomagać Molly w przygotowaniu śniadania. 
 Od samego rana Ron, Ginny i George byli bardzo podekscytowani. 
- Dzieci nie jeść mi tak szybko się jeszcze udławicie! - upominała matka rudzielców. Hermiona wciąż myślała dlaczego się tak zachowują. - Zdążycie przecież potrenować!
- Przepraszam, ale przed czym potrenować? - zapytała brązowłosa.
- Przed meczem Quidditcha. Co roku organizujemy wspólny mecz. Przychodzą sąsiedzi, przyjaciele i oczywiście my. To taka tradycja. - wytłumaczyła Molly. - Wy tez będziecie brać udział? - spytała Hermionę i Harry'ego.
- Z chęcią. - odpowiedział Harry.
- Ja, ja nie chcę. Będę siedzieć na widowni. - powiedziała Hermiona.
- Dobrze. - uśmiechnęła się po czym dodała. - No dobrze, możecie już iść. - Weasleyowie pobiegli do swoich pokoi po miotły. Po minucie zeszli na dół. Ubrani byli w stroje specjalne do Quidditcha i wraz z miotłami wybiegli z domu. Hermiona została w domu by pomóc posprzątać Molly ten cały bałagan pozostawiony przez wszystkich. Nawet Artur pobiegł by potrenować.
- Dlaczego nie chcesz uczestniczyć w meczu Quidditcha? - spytała się matka rudzielców.
- Ja... Ja nie lubię latać... - odpowiedziała troszkę skrępowana Hermiona. Gdy skończyła sprzątać poszłą na górę by się przebrać. Dziś była naprawdę świetna pogoda by trochę poćwiczyć. Słońce świeci, ale nie raziło w oczy nie padał też deszcz. Założyła szare spodnie i różową, trochę większym dekoltem koszulkę. Podeszła do okna. Latała Ginny, latał Harry, George, pan Weasley i Ron, a ona? Czasem była na siebie zła, przecież na miotłach latają czarodzieje. Czemu ona nie lata? Czemu tego nie lubi? Czasem to, czego nie nauczysz się z książek jest o wiele trudniejsze. Hermiona najwidoczniej nie umiała opanować na tyle miotły by wierzyć w to, że nie spadnie, ale to jej taki anty talent... Lub strach. [...] 
 Gdy wyszła na podwórko poszła prosto na arenę. Nie była aż tak wielka, dopracowana, ale miała to coś co zachęcało do latania. Hermiona usiadła jak najwyżej i obserwowała jak latają. Prawdę mówiąc, Ron lepiej sobie tu radził niż w Hogwarcie. Szybciej i pewniej latał, obraniał każdy strzał. Gdy zobaczył Hermionę zamurowało go lecz potem zaczął się popisywać. Dobrze, że nie skręcił karku czy nie złamał nogi. 
 Hermiona na początku uśmiechała się i chichotała gdy patrzyła na Rona, ale potem opuściła głowę i zrobiła smutną minę. Ona też chciałaby polatać, chciałaby czuć to, co Ron. Wiatr we włosach, satysfakcję z tego, że obroniła bramkę, że złapała Znicz tak jak Harry. 
- Lecz nigdy tego nie poczuję. - powiedziała na siebię. Wieczorem Weasleyowie poszli do Nory. Hermiona została na arenie i patrzyła na zachodzące słońce.
- Jeszcze tu siedzisz? - spytał się Ron. Brązowłosa zdała sobie sprawę, że on siedział tu od jakiegoś czasu.
- Tak. Zaraz pójdę...
- Chodź... - wyciągnął rękę do przyjaciółki. - Zamknij oczy... - zasłonił jej oczy. Czuła, że się rumieni. - Tylko nie podglądaj... - Zeszli na trawę, a Ron odsłonił jej oczy. Zobaczyła miotłę. Miotłę Rona. - Siadaj, nie bój się. Usiądę przed Tobą. - Hermiona usiadła lecz nie ukrywała strachu. Gdy rudzielec usiadł objęła go mocno w pasie i zamknęła oczy. Czuła się bezpiecznie przy nim., nawet na miotle. Ron zarumienił się gdy brązowłosa go przytuliła. Odepchnął się od ziemi i polecieli. Nie szybko, nie wolno, idealnie. Hermiona otworzyła oczy. Pierwszy raz tak wysoko leciała na miotle i jeszcze z kim. Wtuliła się delikatnie w rudzielca i wyszeptała.
- Ale tu pięknie... - Ron chciał powiedzieć : ,,Ty jesteś piękna" , ale uznał, że to będzie, takie... Po prostu nie powiedział, jej tego. 
 Gdy wylądowali na ziemię rudowłosy zauważył, że Hermiona zasnęła. Była taka piękna wśród zachodzącego słońca. Ron zaniósł ją do Nory i położył w jej łóżku, a potem sam poszedł do łóżka. Musiał być wypoczęty, jutro, tak jak przez ten cały tydzień, będzie trenować.

Tydzień później...

 Dziś Weasleyowie i Harry są jeszcze bardziej podekscytowani niż tydzień wcześniej. Skończyli bardzo szybko jeść śniadanie. Hermiona zastała Ginny wkładającą strój do Quidditcha. 
- O cześć! Idziesz? Zaraz będziemy grać! - powiedziała Ginewra gdy założyła strój. 
- Tak, zaraz przyjdę. - uśmiechnęła się do przyjaciółki. Rudowłosa wzięła miotłę i pobiegła na dół. - Powodzenia. 
Na podwórku zebrali się przyjaciele, sąsiedzi Weasleyów. Przyszła także Angelina. George przywitał ją ciepło i polecieli w górę. Za kilka minut miał się zacząć mecz. Na samej górze usiadła Hermiona. Za nią Molly, Artur i ich przyjaciele. Brązowłosa oprócz Weasleyów znała tylko Angelinę. Wpatrywała się wciąż w latających czarodziejów. Ron, George, Harry, Angelina, Ginny byli w jednej drużynie. 
 Zaczęło się. Wszyscy zajęli swoje pozycje. Za dosłownie trzy sekundy zacznie się gra. JUŻ! Zaczęli bronić strzałów, łapać znicz i strzelać. Hermiona obserwowała każdy ruch drużyny gdzie byli Weasleyowie. Miała racje. O wiele lepiej sobie tutaj radzą. Widać było, że znają arenę na pamięć. Z zamkniętymi oczami mogliby polatać sobie. 
 Harry zobaczył Znicza. Zaczął go gonić. Przeleciał bardzo blisko widowni Musiał polecieć do góry nogami nad widownią. Już prawie złapał. Tylko kilka centymetrów, ale mógł wybrać pomiędzy złapaniem znicza i uderzeniem w ziemię lub przelecieć nad ziemią. Wybrał bezpieczniejszą opcję. Dwie minuty później przed jego oczami poleciał Złoty Znicz. Podleciał bliżej...
- TAK! HARRY POTTER ZŁAPAŁ ZŁOTY ZNICZY! - krzyczał komentator. Widownia szalała. 
- HARRY, HARRY, HARRY!!!  
Drużyna przeciwna podeszła do zwycięskiej drużyny i pogratulowała zwycięstwa. Quidditch na tej arenie wyglądał zupełnie inaczej. Wszyscy mili dla siebie, tu przegrywa się z radością. Hermiona uśmiechnęła się. 
 Wszyscy już poszli. Hermiona szła do Nory.
- Hej - powiedział Ron. Dziewczyna odwróciła się. Nie było go ani z tyłu, z przodu ani z boku. - Haha, tu jestem. - rudzielec wisiał do góry nogami na miotle nad głową Hermiony.
- Ron? Co ty robisz?
- Latam. - odpowiedział po czym ustał na ziemię i uśmiechną się. - Hihi. - zachichotała. - Świetnie dziś grałeś.
- Dziękuję - zarumienił się.
- Ron?
- Tak?
- Mógłbyś nauczyć mnie dobrze latać?
- Hermiono... Pewnie, że tak! 

Przez całą drogę do Nory, Ron opowiadał o Quidditchu. Hermiona uważnie słuchała. Bardzo szybko doszli do Nory. Zjedli kolację i poszli spać.
Lumos