sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 12 - Śmierciożercy i Mugole...

Jest rano - Hermiona uświadomiła sobie gdy ujrzała światło dzienne przebijające się siłą przez zasłony na oknach i lekko ogrzewające jej twarz. Usiadła i zsunęła z siebie różową, cienką kołdrę Ginny - Najwyraźniej ona spała u Harry'ego, bo Molly prała jej czarną w niebieskie, prawie niewidoczne gwiazdki. Wstała i usiadła przy biurku gdzie były jej listy. Zaczęła na nie odpisywać. Nadal pamiętała jak obiecała mamie, że jak dostanie od kogoś pytanie lub wiadomość musi koniecznie odpisać. Chwyciła pergamin, kałamarz i pióro. Po chwili zaczęła pisać:
Droga Mamo!
Dziękuję za nową książkę Filiusa i świadectwa z wilkołakami.
Rozumiem, że dużo czasu poświęciłaś na ubłaganiu Hagrida, aby kupił 
ci tę książkę. Niech zgadnę! Postraszyłaś go mną? HAHA Tak myślałam!
A co z tatą? Znalazł sobie nową pracę czy nadal pracuje jako dentysta? 
Mówił mi że w końcu pojedzie do Francji i będzie pracował jako stylista.
Przecież on nie ma gustu! Przepraszam tato, ale to prawda. 
Trochę się rozpisałam. Być moze kiedyś do was przyjadę! A na teraz się żegnam!
PA!
Wasza kochająca córka Hermiona.
Złożyła w rulonik i podała sowie Ginny - Wygrała zakład na wiedzę i nagrodą był całoroczny dostęp do sowy bez pytania. Odetchnęła kiedy skończyła i oparła się o krzesło. Siedziała tak pięć minut, ale później oprzytomniała i spojrzała na zegarek - szósta rano. 
-No to mam jeszcze godzinę - odetchnęła i spostrzegła, że nie ma na sobie codziennego ubrania tylko piżamę. I to bardzo skromną piżamę. Zawstydziła się i podeszła do szafy. Wyjęła z niej mugolskie ostatnie spodnie i białą, długą, przezroczystą bluzkę. Następnie wyjęła dżinsową kamizelkę i nałożyła na siebie przygotowany strój. Przejrzała się w ogromnym lustrze w pokoju i pomyślała, że kiedyś służyło Ginny jako stojak na plakaty, bo wszędzie były różne poprzyklejane taśmy i kawałki kolorowego papieru. Wzięła szczotkę, ale nie wiele nią zdziałała. Schyliła się pod łóżko i wyjęła jakiś stary tom ze zdjęciami, który dostała od Ginny na 16 urodziny. Były w nim zdjęcia Rona, a na końcu karteczka: Nie mów Ronowi, że to zrobiłam, ale myślę, że ci się spodoba. Ginny
I naprawdę się spodobało! Na samym końcu oprócz karteczki były zdjęcia Rona zrobione dzień przez jej urodzinami. Jedno przedstawiało go jak śpi, a drugie jak stoi przed kominkiem, a ogień delikatnie ogrzewa jego bladą cerę. Cholera, wyglądał na nim tak przystojnie! Hermiona gdy miała zły dzień lub była wkurzona zawsze otwierała ten zbiór i oglądała zdjęcia. To był jej najlepszy prezent jaki mogła sobie wymarzyć. Zamknęła go i otrzeźwiała. Za dziesięć minut siódma - popatrzyła na zegar i wstała z podłogi. Poszła w kierunku schodów, aby następnie wejść do kuchni. Już od góry można było wyczuć zapachy, które napływały z kuchni. Było można wyczuć mniej więcej indyka, kawę zbożową i szynkę. Hermiona nawet nie zauważyła jak stoi i gapi się w potrawę na stole i wdycha jego woń. Zawstydzona usiadła na krześle i wzięła gazetę proroka codziennego.
- A, witam, witam, witam i  zdrowie pytam kochana! - przywitała się Molly - Nawet nie zauważyłam jak weszłaś, za co jak najmocniej przepraszam. Kawy?
Szatynka kiwnęła twierdząco głową i przeczytała fragment: Złapano kolejnego Śmierciożerce! Ukrywał się w Anglii na ulicy SkyKey w budynku starego czarodzieja, który kamuflował się w fotel! Poddano go pocałunkom dementorów. Więcej na ten temat na stronie....
Z przestraszenia, że nadal na świecie magii błąkają się zbuntowani śmierciożercy wydusiła z siebie....nic nie wydusiła tylko otworzyła usta i położyła gazetę na stół. 
- Coś się stało? - Zapytała przerażona Molly
- Czy...czy...Nora nadal jest zabezpieczona zaklęciami?
Matka Ginny wytrzeszczyła oczy i odpowiedziała: Tak..słabszymi, ponieważ to miejsce służyło za miejsce spotkań Zakonu Feniksa, ale wiele z nich nie przeżyło w tym...Fred - przełknęła ślinę i z trudem powstrzymała się od płaczu. - A czemu pytasz?
- Bo...bo złapano kolejnego śmierciożerce. 
Molly przestraszyła się, ale po chwili odpowiedziała i postawiła kubek z kawą obok niej - Nie bój się. Puki Nora jest zabezpieczona nawet słabymi zaklęciami to nic nam nie grozi.
Hermiona pokiwała głową, wzięła łyk kawy i lekko się oblizała. Dziewczyna była już uspokojona, ale musiała zachować bezpieczeństwo Norze i jej mieszkańcom. W tym Ronowi. CO TY GADASZ? - mówiła sama do siebie- CZEMU RONALD?! Ty nic do niego nie czujesz! Jesteście tylko przyjaciółmi!! On też nic nie czuje!! . Była na siebie zła, ale nie pokazywała tego po sobie. Postawiła do zlewu pusty kubek i usłyszała tupot stóp. Zza roku powiały jej prosto w twarz rude włosy.
-Ginny!
-Oh! Przepraszam!
Hermiona przyglądała się jej. Była zgrabniejsza od niej. Miała lepszą figurę, włosy, twarz. Ogólnie wyglądała jak ideał. Miała na sobie sukienkę w kolorze pudrowej zieleni. Ginny uwielbiała nosić suknie. Miałą ich w szafie ze sto. Dziewczyna usiadła koło niej i przyglądała się oczom. Hermiona ocknęła się i wyszła z kuchni do salonu po książki. Wyjęła pierwszą lepszą z regału, usiadła na fotelu i zatopiła się w lekturze przez godzinę. Później było zbyt gwarno. Odłożyła książkę i usiadła obok Harry'ego.
- Co tam? - Zapytał Harry
- Nic, Harry. Chciałam się tylko przywitać i powiedzieć, że zaraz jadę.
- CO?! Gdzie?
- Do Mugolskiego miasta. Muszę kupić sobie nowe ubrania. Jadę z Ginny więc nie będziesz miał co robić, za co przepraszam.- puściła mu oczko.
- Nie ma sprawy. Ginny jest w pokoju.
Hermiona pobiegła tam i zobaczyła rudą leżącą na łóżku i rysującą coś. Podeszła i zobaczyła że pisze list, a nie rysuje.
- Ginny! Musimy już iść!
-Ehem... - wstała i poszły do łazienki.
- Więc jak chcesz wyglądać?
- Chcę być wyższa, ciemniejsza i mieć czarne włosy. I nie taki mały nos! - popatrzyła na niego zezem.
Hermiona zachichotała i użyła czaru. Ruda wyglądała teraz jeszcze lepiej. Zawsze zazdrościła jej urody, ale teraz wyglądała pięknie! Szatynka też użyła na sobie czaru i wyglądała jeszcze inaczej. Miała długie, proste, blond włosy, była wyższa i miała zgrabną sylwetkę.
- Czar będzie trwał 3 godziny więc musimy się streszczać.
Ginny jęknęła.
- Będę mówić tobie Molly, a ty mi mów Jean, ok?
- Ok.
Wyszły z łazienki i każdy pogwizdywał. Nagle pojawił się Ron.
- Niech zgadnę! Ty to Hermiona -pokazał palcem na blondynkę- A to Ginny - powiedział i pokazał na brunetkę.
-Oh! Ron! Ty za dobrze nas znasz! - Ginny udająca histeryczkę.
Hermiona i inni się śmieli. Dziewczęta wyszły i się aportowały. W miasteczku było cudnie! Wszędzie kolorowe stragany, budynki i inne takie rzeczy. Hermiona z Ginewrą podeszły do straganu. Zauważyły tam różowy w panterkę biustonosz i pomyślały o tym samym.- Muszę go mieć!
Podeszły do niego i kłóciły się trochę po czym odeszły obrażone na cały świat, bo jakaś babka go zamówiła 3 dni wcześniej. Poszły do sklepu i kupiły dużo różnych ubrań. Potem poszły nad morze i popływały. Znaczy Ginny pływała, bo Hermiona nie umiała. Kiedy minęły 2 i pół godziny wydostał się z tłocznego miejsca do jakiegoś pobliskiego lasu i aportowały się do Nory. Czar prysł przed nią. Weszły do domu i od razu położyły się na kanapie na nogach swoich sympatii.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że rozdział wam się spodobał i wiedziałam że długo nie było żadnego, ale czasu jest naprawdę mało. Komentujcie, misiaczki!
// AMORTENCJA

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 11

Quidditch
-Rozdział 11-
 Dzień zapowiadał się normalnie. Jak co dzień wszyscy zeszli na śniadanie przygotowane przez matkę rudzielców. Dziewczęta szybciej dziś wstały i poszły pomagać Molly w przygotowaniu śniadania. 
 Od samego rana Ron, Ginny i George byli bardzo podekscytowani. 
- Dzieci nie jeść mi tak szybko się jeszcze udławicie! - upominała matka rudzielców. Hermiona wciąż myślała dlaczego się tak zachowują. - Zdążycie przecież potrenować!
- Przepraszam, ale przed czym potrenować? - zapytała brązowłosa.
- Przed meczem Quidditcha. Co roku organizujemy wspólny mecz. Przychodzą sąsiedzi, przyjaciele i oczywiście my. To taka tradycja. - wytłumaczyła Molly. - Wy tez będziecie brać udział? - spytała Hermionę i Harry'ego.
- Z chęcią. - odpowiedział Harry.
- Ja, ja nie chcę. Będę siedzieć na widowni. - powiedziała Hermiona.
- Dobrze. - uśmiechnęła się po czym dodała. - No dobrze, możecie już iść. - Weasleyowie pobiegli do swoich pokoi po miotły. Po minucie zeszli na dół. Ubrani byli w stroje specjalne do Quidditcha i wraz z miotłami wybiegli z domu. Hermiona została w domu by pomóc posprzątać Molly ten cały bałagan pozostawiony przez wszystkich. Nawet Artur pobiegł by potrenować.
- Dlaczego nie chcesz uczestniczyć w meczu Quidditcha? - spytała się matka rudzielców.
- Ja... Ja nie lubię latać... - odpowiedziała troszkę skrępowana Hermiona. Gdy skończyła sprzątać poszłą na górę by się przebrać. Dziś była naprawdę świetna pogoda by trochę poćwiczyć. Słońce świeci, ale nie raziło w oczy nie padał też deszcz. Założyła szare spodnie i różową, trochę większym dekoltem koszulkę. Podeszła do okna. Latała Ginny, latał Harry, George, pan Weasley i Ron, a ona? Czasem była na siebie zła, przecież na miotłach latają czarodzieje. Czemu ona nie lata? Czemu tego nie lubi? Czasem to, czego nie nauczysz się z książek jest o wiele trudniejsze. Hermiona najwidoczniej nie umiała opanować na tyle miotły by wierzyć w to, że nie spadnie, ale to jej taki anty talent... Lub strach. [...] 
 Gdy wyszła na podwórko poszła prosto na arenę. Nie była aż tak wielka, dopracowana, ale miała to coś co zachęcało do latania. Hermiona usiadła jak najwyżej i obserwowała jak latają. Prawdę mówiąc, Ron lepiej sobie tu radził niż w Hogwarcie. Szybciej i pewniej latał, obraniał każdy strzał. Gdy zobaczył Hermionę zamurowało go lecz potem zaczął się popisywać. Dobrze, że nie skręcił karku czy nie złamał nogi. 
 Hermiona na początku uśmiechała się i chichotała gdy patrzyła na Rona, ale potem opuściła głowę i zrobiła smutną minę. Ona też chciałaby polatać, chciałaby czuć to, co Ron. Wiatr we włosach, satysfakcję z tego, że obroniła bramkę, że złapała Znicz tak jak Harry. 
- Lecz nigdy tego nie poczuję. - powiedziała na siebię. Wieczorem Weasleyowie poszli do Nory. Hermiona została na arenie i patrzyła na zachodzące słońce.
- Jeszcze tu siedzisz? - spytał się Ron. Brązowłosa zdała sobie sprawę, że on siedział tu od jakiegoś czasu.
- Tak. Zaraz pójdę...
- Chodź... - wyciągnął rękę do przyjaciółki. - Zamknij oczy... - zasłonił jej oczy. Czuła, że się rumieni. - Tylko nie podglądaj... - Zeszli na trawę, a Ron odsłonił jej oczy. Zobaczyła miotłę. Miotłę Rona. - Siadaj, nie bój się. Usiądę przed Tobą. - Hermiona usiadła lecz nie ukrywała strachu. Gdy rudzielec usiadł objęła go mocno w pasie i zamknęła oczy. Czuła się bezpiecznie przy nim., nawet na miotle. Ron zarumienił się gdy brązowłosa go przytuliła. Odepchnął się od ziemi i polecieli. Nie szybko, nie wolno, idealnie. Hermiona otworzyła oczy. Pierwszy raz tak wysoko leciała na miotle i jeszcze z kim. Wtuliła się delikatnie w rudzielca i wyszeptała.
- Ale tu pięknie... - Ron chciał powiedzieć : ,,Ty jesteś piękna" , ale uznał, że to będzie, takie... Po prostu nie powiedział, jej tego. 
 Gdy wylądowali na ziemię rudowłosy zauważył, że Hermiona zasnęła. Była taka piękna wśród zachodzącego słońca. Ron zaniósł ją do Nory i położył w jej łóżku, a potem sam poszedł do łóżka. Musiał być wypoczęty, jutro, tak jak przez ten cały tydzień, będzie trenować.

Tydzień później...

 Dziś Weasleyowie i Harry są jeszcze bardziej podekscytowani niż tydzień wcześniej. Skończyli bardzo szybko jeść śniadanie. Hermiona zastała Ginny wkładającą strój do Quidditcha. 
- O cześć! Idziesz? Zaraz będziemy grać! - powiedziała Ginewra gdy założyła strój. 
- Tak, zaraz przyjdę. - uśmiechnęła się do przyjaciółki. Rudowłosa wzięła miotłę i pobiegła na dół. - Powodzenia. 
Na podwórku zebrali się przyjaciele, sąsiedzi Weasleyów. Przyszła także Angelina. George przywitał ją ciepło i polecieli w górę. Za kilka minut miał się zacząć mecz. Na samej górze usiadła Hermiona. Za nią Molly, Artur i ich przyjaciele. Brązowłosa oprócz Weasleyów znała tylko Angelinę. Wpatrywała się wciąż w latających czarodziejów. Ron, George, Harry, Angelina, Ginny byli w jednej drużynie. 
 Zaczęło się. Wszyscy zajęli swoje pozycje. Za dosłownie trzy sekundy zacznie się gra. JUŻ! Zaczęli bronić strzałów, łapać znicz i strzelać. Hermiona obserwowała każdy ruch drużyny gdzie byli Weasleyowie. Miała racje. O wiele lepiej sobie tutaj radzą. Widać było, że znają arenę na pamięć. Z zamkniętymi oczami mogliby polatać sobie. 
 Harry zobaczył Znicza. Zaczął go gonić. Przeleciał bardzo blisko widowni Musiał polecieć do góry nogami nad widownią. Już prawie złapał. Tylko kilka centymetrów, ale mógł wybrać pomiędzy złapaniem znicza i uderzeniem w ziemię lub przelecieć nad ziemią. Wybrał bezpieczniejszą opcję. Dwie minuty później przed jego oczami poleciał Złoty Znicz. Podleciał bliżej...
- TAK! HARRY POTTER ZŁAPAŁ ZŁOTY ZNICZY! - krzyczał komentator. Widownia szalała. 
- HARRY, HARRY, HARRY!!!  
Drużyna przeciwna podeszła do zwycięskiej drużyny i pogratulowała zwycięstwa. Quidditch na tej arenie wyglądał zupełnie inaczej. Wszyscy mili dla siebie, tu przegrywa się z radością. Hermiona uśmiechnęła się. 
 Wszyscy już poszli. Hermiona szła do Nory.
- Hej - powiedział Ron. Dziewczyna odwróciła się. Nie było go ani z tyłu, z przodu ani z boku. - Haha, tu jestem. - rudzielec wisiał do góry nogami na miotle nad głową Hermiony.
- Ron? Co ty robisz?
- Latam. - odpowiedział po czym ustał na ziemię i uśmiechną się. - Hihi. - zachichotała. - Świetnie dziś grałeś.
- Dziękuję - zarumienił się.
- Ron?
- Tak?
- Mógłbyś nauczyć mnie dobrze latać?
- Hermiono... Pewnie, że tak! 

Przez całą drogę do Nory, Ron opowiadał o Quidditchu. Hermiona uważnie słuchała. Bardzo szybko doszli do Nory. Zjedli kolację i poszli spać.
Lumos

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 10 - Przyjaźń wystawiona na próbę

 Ron nie mógł dłużej udawać złość. Po prostu nie umiał się na nią gniewać. Poszedł do pokoju i wciąż myślał o tym , że już nie będą przyjaciółmi.
- Głupi... Dlaczego?! - wyżywał się chłopiec.

Hermiona nie do końca poszła do pokoju gdzie był Harry i Ginny. Zapukała tylko i powiedziała.
- Ginny?
Rudowłosa otworzyła drzwi. Widząc smętną minę Hermiony rozkazała Harremu opuścić pokój.
- Co... co się stało?- spytała Ginny.
- On... On myśli, że... - mówiła aż zalała się łzami. Wytłumaczyła przyjaciółce sytuację. Ginewra z jednej strony wkurzona na brata, a z drugiej popierała go.
- No pomyśl... Bądź na jego miejscu... - powiedziała do brązowłosej. - On stara się zrozumieć lecz nie może. To taki instynkt by bronić osób z jego stada. - Hermiona nie za bardzo rozumiała jej słowa.
- Bronić stada... - powtórzyła Hermiona.

***
- Ale wiesz, że może ona mówić prawdę? - spytał się Harry Rona.
- Wiem... Grr... Ale.... Nie mogę... - odpowiedział do przyjaciela i popatrzył na niego. - Rozumiesz?
- Tak... Rozumiem...

***
Po obiedzie Molly rozdzieliła zadania. 
- Ginny i Harry, wy zajmiecie się gnomami, a Ron i Hermiona pójdą do sklepu - Ron chciał już zaprotestować - i żadnych zmian! Zrozumiono?
- Tak.
- Chodź Harry! Musimy zająć się tymi gnomami! - wołała Ginny swego chłopaka. Mówiąc szczerze szybko się uwinęli z tymi gnomami, ale jeszcze przed nimi reszta trawnika.

Widać było wkurzone miny Rona i Hermiony jak szli do sklepu. Przez całą drogę nie odzywali się do siebie. Gdy wracali do Nory coś ruszyło ich głowy.
- Przepraszam - powiedzieli razem - nie, to ja przepraszam.
- Mogłem Ci uwierzyć, jestem taki głupi. - zaczął rudzielec - Nie zdziwię się jeżeli nadal będziesz się do mnie zwracać po nazwisku, nie będziesz moją przyjaciółką...
- Co ty gadasz? Ja NIGDY nie przestanę być Twoją przyjaciółką. A tak w ogóle to ja przepraszam. Mogłeś nie wiedzieć. Ja sama sobie bym nie uwierzyła. - brązowłosa patrzyła na przyjaciela. On przytulił ją i powiedział.
- Dziękuję, że mi wybaczyłaś.
- Jesteś głupi - zachichotała.
- EJ! Odwołaj to!
- Nigdy, haha.
- Mówię odwołaj to!!! - tuż po wypowiedzeniu tych słów potknęli się o kamień przewracając się na siebie. Na szczęście zakupy były całe, oni też.
- Haha, no dobra mądralo - zaśmiała się. Poczuła nagle, że się unosi. - Yyy... RON?! Co robisz? - okazało się, że rudzielec wziął ją na barana. - PUŚĆ MNIE!! 
- Nic z tego księżniczko. - połowa drogi do Nory opierała się na prośbach Hermiony o zniesienie ją na dół lecz on jej nie puścił nawet na chwilę aż po próg domu.
- Było aż TAK źle? - spytał się smętnie Ron.
- Nieee... Było świetnie!!! - i ucałowała go dziewczyna po czym weszła do domu z zakupami.
Resztę dnia chłopcy latali na swych miotłach popisując się przed dziewczynami tj. Ginny i Hermiona. Wszyscy się zaczęli rechotać gdy George dla żartu ustał na miotle, a ona odmówiła mu posłuszeństwa. Po dniu pełnym wrażeń Weasley'owie , Potter i Greanger poszli spać do własnych łóżek.
Lumos

Rozdział 9 - Bal

Wszyscy czekali tylko na nią. Zeszła ze schodów i słychać było podgwizdywanie ze wszystkich stron. Miała na sobie zieloną sukienkę (od Wolly'ego ), która idealnie pasowała do jej krwistych włosów. Włosy miała związane w luźny kok i widać było na nim białą, wielką różę. Gdy zeszła wzięła za ramię Harry'ego i wyszli. Ron nie mógł się napatrzeć na widok zdziwionej Hermiony. Jak...jak...jak jej się udało zapleść tak włosy? Powtarzała sobie milion razy. Kiedy doszli wreszcie do umówionego miejsca. Harry przywołał każdemu miotłę. Hermiona nigdy nie polubiła latać. To było dla niej odrażające i....głupie tak samo jak Quidditch. Niestety przyleciały tylko 2 miotły. 
- No świetnie! To ja może lepiej już pójdę do domu zapytać się czy Syriusz nie zostawił motocyklu? A wy polecicie razem? - Chciała się wymigać. 
- O nie, nie moja droga! Nigdzie nie pójdziesz! - powiedziała jej sympatia
Hermiona westchnęła i naprawiła pojazdy. Ginny wzięła starą zmiataczkę, Harry nimbusa 2001, Ron swoją nową miotłę nimbusa 2000, a Hermiona błyskawicę. 
- Harry wiesz, że nienawidzę latać. Może więc oddasz mi nimbusa i sam weźmiesz swoją? - powiedziała ironicznie 
- Nie ma mowy! Poza tym Ron też by nie dał się zamienić i skrzywdzić swoje dziecko. 
Dziewczyna zasiadła miotły i wzbiła się w powietrze. Nie wiedząc dlaczego szło jej bardzo łatwo latanie niż dotychczas na swojej starej i wolnej miotle do której była przyzwyczajona. 
Brązowe włosy szalały przed twarzą Rona. 
- Ej, to nie fair! 
- Co jest nie fair? Ja tylko latam! 
I ścigali się zapominając, że nie są sami. Nareszcie przestali gdy Ronald złapał miotły szatynki i usłyszeli głębokich śmiechów. Zarumienili się. 
- Uwielbiam kiedy się rumienisz- powiedział do niej chłopak
Dziewczyna jeszcze bardziej się zarumieniła i poleciała w figlarnym uśmiechu pozostawiając go samego. 
Gdy już przylecieli do zamku, wszyscy byli w świetnym nastroju! Nie było smętnie jak na pogrzebie Freda, a wręcz przeciwnie! Wszyscy chichotali i zwiedzali zamek jakby byli pierwszoklasistami.
- Pamiętam to miejsce - powiedziała Granger - Tutaj przywaliłam temu cholernemu Malfoy'owi! 
Wszyscy zaczęli się śmiać. Kiedy uznali, że za długo stoją w jednym miejscu weszli do środka. Od razu przypomnieli sobie lata szkolne i zmieniacz czasu Hermiony. Weszli do wielkiej sali. Tam było dopiero przecudnie! Pamiętali każdą drobną rzecz! Harry przypomniał sobie nawet jak spoglądał pierwszy raz na Snape i Hermiona kiedy paliła jego szatę. Podeszli do Minerwy i się przywitali. 
- Witam drogie panie! Niech zgadnę! Granger, Weasley, Weasley i Potter! 
- Tak! - krzyknęli 
- Jak dobrze was znowu widzieć! - powiedziała i ucałowała obecnych. - Przyszliście trochę za wcześnie i mam nadzieję, że wszystko wiedząca Granger - zrobiło jej się gorąco- pomoże mi w przygotowaniu? 
- Oczywiście Minerwo-
- Weasley i Potter! - chłopcy wzdrygli się - Mam nadzieję że macie apetyt! Właśnie zrobiłam swoje ulubione ciasto cytrynowo-marchewkowe! Macie ochotę? 
- Tak! 
I cała trójka usiadła przy stole nauczycielskim, przy którym pierwszy raz coś jedli. Ciasto było znakomite! Przy drzwiach wejściowych zauważyli Georga i Angelinę.  Chłopak podszedł do nich i powiedział:
- Witam szanownych profesorów! 
Trójka zaśmiała się i wskazała na Hermionę która walczyła z krzeslem.
- Stój! Powiedziałam STÓJ! CHOLERA STÓJ! - słyszeli za każdym razem gdy krzesło uciekało od jej krzyku. 
- Panno Granger! Co ja mówiłam na lekcji transmutacji? Trzeba zrobić kółko i wypowiedzieć : Dippendo! 
W tym momencie krzesło ustało i wpadło na Hermionę , która robiła to z resztą chodzących rzeczy. 
- Słuchajcie...mam pewien pomysł - powiedział George do nich lecz tak że tylko oni mogli to usłyszeć. 
- Nieźle! Ale, co z Hermioną? Ona przecież nie ma kogo....i nie dokończył bo jego brat puścił mu oko i otworzyły się drzwi, a w nich pojawiła się Gabrielle ze swoją siostrą Fleur i Billem. Weszli szybkim krokiem i dołączyli się do jedzenia ciasta. Kiedy dziewczyna poradziła sobie ze wszystkimi przedmiotami ruszyła do stołu po wodę. 
- Wiesz Ron? Ty naprawdę chyba za dużo jesz.- parsknęła w kubek.
Ron poczerwieniał, choć nie można było wykryć czy ze złości czy ze wstydu. 
- A ty za mało! - odpowiedział. 
Kiedy w sali zrobił się szum i wszyscy przyszli ( razem z Fatalnymi Jędzami ) McGonagall puściła muzykę i wszyscy tańczyli. Na początku Hermiona zamówiła powolną i smętną muzykę. Idealną do tańca wolnego. Wzięła Rona za rękę i zaczęli podrygiwać po parkiecie. Po półgodzinnej nucie pojawiła się rockowa. Nie pasowało to Hermionie i na dodatek opadła z sił na krzesło przy ponczu. Był tam Krum! 
- Witaj Hermi_ona_nina. Ponczu? - zapytał nadal z trudem wymawiając jej imię.
- Tak, dzięki Wiktor.
- Czemu nie tańczysz? - zapytał i podał jej kieliszek
- Wiesz.., to muzyka nie dla mnie i na dodatek opadam z sił przez przygotowanie sali i lot na miotle tutaj. - powiedziała po czym łyknęła sporą ilość płynu.
- Dlaczego ty nie lubić Quidditch? - Zapytala Francuzka 
- Fleur? - co ty tutaj robisz? Czemu nie tańczysz? 
- Zobaczyć że mi przijacielka nie tańczyć to i ja nie robić tego
- Angielski coraz bardziej opanowajesz! Wystarczy tylko jeszcze tochę poćwiczyć! 
- Wim -zarumieniła sie - z kid maś taką suknię? 
- Oh..tą...- zarumieniła się - mama mi ją kiedyś kupiła
- Pasui do twoich brinzowych włosiów! 
- Dziękuję! - i w tym momencie jakiś chłopak zaprosił ją do tańca
- Idź! - powiedziała do swojej przyjaciółki Fleur
Hermiona za to pokręciła głową i spojrzała na ździwiona minę wili 
- Czi ti właśni odmówiłaś?! 
- Tak. Nie rozumiem po co ten krzyk. 
- To najprzistojniejsi chłopiak w śkole! 
- Mnie raczej nie interesuje - puściła oko - A jeśli pozwolisz to chciałabym z nim porozmawiać na osobności
Fleur kiwnęła głową twierdząco. Podeszła do chłopaka, który miał zawiedziona twarz  i zaprosiła do tańca.
Zgodził się i na dodatek uśmiechnął. 
- Czemu miałeś taką zawiedzioną minę? - zapytała i zrobiła piruet - A! I jestem Hermiona! 
- Miło cię poznać - ciebie też - jestem Charles. Miałem taką minę bo jeszcze żadna dziewczyna nie odmówiła mi . 
- Rozumiem...Z Ronem też tak przez pewien czas było. Niestety odwrotnie. Miał zawiedzioną minę kiedy ktoś CHCIAŁ z nim tańczyć- zachichotała i zrobiła następny piruet
- Ja za to nie mogłem odciągnąć się od dziewczyn. Zawsze za mną łaziły i mam do teraz z dwieście listów miłosnych w tym dziewięćdziesiąt z ukrytą amortencją. 
- Pamiętam jak było to z Cedriciem - parskęła - A później z Harrym i Ronem - zaśmiała się głośno 
- Masz piękny śmiech - przytulił ją do siebie i opuścił nieco niżej rękę. - Nigdy nie widziałem równie pięknej osoby jak ty.
- Dziękuję - zarumieniła się - Pewnie wiele już ci to mówiło ale jesteś jak się bardziej przyjrzeć nawet przystojny. 
Chłopak oparł głowę o jej  i próbował ją pocałować. Hermiona wyrywała się na wszystkie możliwe sposoby, lecz jej się to nie udawało. Szarpała go. 
- Silencio - przyłożył jej do ust różdżkę i wyszedł z nią z sali. Nagle odzyskała mowę, lecz nadal nie mogła się ruszyć. 
- Ty...- nie dokończyła bo usta zakrył jej palcem. 
- Nic nie mów, a nic ci nie będzie.
Zaczął ją rozbierać, ale ona się tak łatwo nie dawała. Szarpali się nawzajem jak psy. On chciał ją zgwałcić. To było pewne. Co raz opadała z sił. Przytrzymywała się schodów i walczyła z nim. Nagle pojawiła się Ron. 
Cały czerwony od złości. Przypominał dorodnego buraka. Wycelował różdżką w niego i powiedział : PETRIFICUS TOTALUS 
Hermiona przestraszyła się i zaraz po tym Charles leżał na jej twarzy. Zdjęła go z siebie i nie odzywała się do Rona przez cały bal. Aż w końcu sie odezwała. 
- Ron? Dziękuję. 
Chłopak prychnął - Co to miało być? 
- Wiesz że to nie prze ze mnie prawda? 
Chłopak nie odpowiedział i tylko ruszył ramionami. 
- Proszę...- dziewczyna błagała
- Oh...niech ci będzie to nie twoja wina! Ale też nie moja! I na pewno nie Fleur! 
- Od kiedy bronisz Fleur?! 
- Od zawsze!
- A moze od kiedy dowiedziałeś się że jest Wilą? 
- Co ty bredzisz?!
- Mówię prawdę!
Kiedy ucichli weszli w kominek i powiedzieli : NORA
Molly przywitala ich gorąco i ucałowała. 
- Jesteście głodni? 
Zaprzeczyli i nadal stali nieruchomo. 
- Mam dla was niespodziankę! Ginny wiecie jak to jest....em...wypiła za dużo procentów. Więc przeniosłam ją do pokoju Harryego. Wy więc będziecie spać razem w pokoju Ginny! Cieszycie się? 
- CO?!
- RONALDZIE! Nie krzycz! Jeszcze obudzisz swoją siostrę!! Marsz do pokoju! Już! A ty Hermionko, chcesz coś jeszcze? Jeśli nie to proszę idź z Ronem do pokoju. - uśmiechnęła się. Hermiona wyraźnie zauważyła że kiedy pani Weasley jest zła zwraca się do swoich dzieci po pełnym imieniu. 
- Dobrze pani Weasley. 
Poszła do pokoju tuż za Biliusem i usiadła na łóżku. 
- Słuchaj...CO TO DO CHOLERY MIAŁO BYĆ?! 
- O co ci chodzi? - lecz gdy zauważyła gdy Ron nabiera powietrza aby krzyknąć rzuciła Muffiato 
- O TEGO TYPKA NA WIEŻY ASTRONOMICZNEJ!!
- Wiesz dobrze że tego nie chciałam!
- Tak! Oczywiście zawsze muszę ci wierzyć tak?! Bo jesteś dziewczyną to wszystko ci wolno!
- Oczywiście że nie Ronaldzie!
- Nie mów do mnie jak moja matka! 
- Myślisz że chciałam z nim ztracić dziewictwa!
- I ja mam w to uwierzyć? 
- POWINIENEŚ! Widziałeś że on chciał mnie zgwałcić! 
- BO TEGO CHCIAŁAŚ!
- Nie! Jak możesz mnie o to oskarżać?!
- Inaczej byś krzyczała że nie chcesz!
- BAŁAM SIĘ O CIEBIE! 
- Niby jak?
- Powiedział że jak coś powiem to może coś...się złego stać...
- I ty się niby bałaś  o MNIE?! 
- TAK!!!
- Niedorzeczne!
- Skoro tak uważasz! Idę spać! Nie chcę dłużej słuchać twojego wrzasku! 
- I dobrze! Ja twojej paplaniny też!
I zasnęli. 
NASTĘPNEGO DNIA
- GRANGER! Co te pampersy robią w mojej łazience?!
- Hermiona wzdrygła się. Popatrzyła nie przytomnie na Rona i odpowiedziała:
-Jeśli chcesz abyśmy odzywali się do siebie nazwiskami to proszę bardzo! I To nie są pampersy tylko podpaski! I jęsli chcesz aby to była tylko TWOJA ŁAZIENKA TO PROSZĘ BARDZO! Pójdę do Ginny i Harryego! Do widzenia! 
I wyszła. 
//AMORTENCJA

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 8 - W zwierciadle codzienności...

 " Wiesz, że się przyjaźnimy i chciałbym
się właśnie ciebie spytać czy
poszlibyśmy do kawiarni? "
Hermiona westchnęła...Myślała, że chce jej więcej przekazać uczuć w tym oto liście. 
-No cóż...Jeśli naprawdę boi się powiedzieć mi to w twarz, to na pewno będzie mu sprawiało radość, jak tam pójdę. - Powiedziała do siebie dziewczyna o brązowych włosach.
Ubrała się i zeszła na dół na śniadanie. 
- Ginny! A gdzie są te mugolskie przyprawy?! - krzyczała Molly
Ginny pośpiesznie podawała przedmioty matce, a później sama ich używała. 
-Przepraszam, może pomóc? - zapytała szatynka
Ruda, tylko sapnęła, co miało chyba oznaczać "tak" . Dziewczyny do końca śniadania gadały tylko o mugolskiej restauracji i kawiarni do której dziś idzie z Ronem. 
Po skończonym posiłku wszyscy rozeszli się do sypialni, oprócz Hermiony, która stała przy drzwiach do kuchni. Nagle usłyszala coś co ją przygnębiło: 
-Wiesz Ginny.... Niedaleko nas powstała ta restauracja... i czy nie chciałabyś tam ze mną pójść, aby zobaczyć co to? Bo wiesz...ja nigdy jeszcze nie byłem w takiej restauracji...
-Tak! Oczywiście, że się zgadzam!
Hermiona westchnęła i poszła na górę, aby poczytać. Wzięła pierwszą lepszą książkę i położyła przed siebie. Po "chwili" zobaczyła, że zbliża się godzina o której ma iść z Ronem do kawiarni. Szybko odłożyła czytadełko i zaczęła szperać w szafie. Wzięła swoją różową, krótką sukienkę ( i buty tego samego koloru ) i poszła się umalować. Wzięła swoje kosmetyki i zaczęła macać patyczkiem różowy i czarny kolor na palecie i nakładała sobie to na powieki. Następnie wzięła czarną kredkę do oczu i jasno-czerwoną szminkę, po czym zeszła na dół. 
-Dlaczego musiałem tak długo na ciebie czekać? - zapytał żartobliwie Ron 
- Oh..Przepraszam, że pana zaniepokoiłam- odpowiedziała- ale czy moglibyśmy już iść? 
Wzięli się za ramię i wyszli z domu w kierunku kawiarni. W drodze do budynku śmiali się z byle czego i cały czas rozmawiali. Gdy ujrzeli budynek, pobiegli do niego. Hermiona wzięła mugolski aparat i robiła Ronowi i sobie zdjęcia. Po skończonej zabawie weszli do środka. Było tam cudownie! Wszystko przypominało wielką salę w szkole! Mieli wtedy tyle wspomnień! Usiedli razem przy stoliku przy oknie i wspominali pierwsze ujrzenie Trolla..... Zamówili dwie zimne kawy i jedno małe ciasto. Gdy zrozumieli, że już muszą iść było bardzo ciemno. Po woli wracali do domu nie zdając sobie sprawy, że nic nie widzą. 
-AAaaaaAaaaAAaa
Ron nagle zorientował się, że nie ma Hermiony i różdżki przy sobie. Wyruszył w poszukiwanie kobiety. Na szczęście znalazł ją pod drzewem rysującą coś. 
- Hermiono...Chodź..-powiedział Rudzielec
- No...dobrze....- odpowiedziała dziwnym tonem do niego.
Przez resztę drogi szli nie odzywając się do siebie. Może tylko dlatego, że....Ron się jej bał. Miała inny głos niż zwykle. Zawsze miała słodki, uroczy głosik, a teraz mówiła jakby miała chrypę i niską tonacją. Ron nie wiedział do końca czy to ona. Gdy doszli do Nory on przemówił pierwszy. 
-Wszystko dobrze?
Hermiona pokiwała głową i rzuciła się na szyję chłopaka i pocałowała go w policzek. 
-Bałam się że mnie opuścisz....że będę całkowicie sama....pod drzewem, rysując imiona nasze i Harry'ego. 
-Nigdy bym cię nie opuścił! 
- Nie wiadomo....ale dziękuję ci za troskę ... - Jeszcze raz pocałowała go w policzek.
Wszyscy się rozeszli do swoich sypialni.
-I jak było? - zapytał Harry
- Świetnie! Po prostu zajebiście! 
-Co ci jest?! Coś nie tak?!
- Nic...po prostu nie umiem do niej zagadać! 
-Staaaary....Każdy się uczy na błędach. Pamiętasz jak ja nic nie mówiłem Cho, a i tak mnie pocałowała. 
- Ale TY jesteś wybrańcem! I na dodatek jesteś sławny, bo zabiłeś Voldemorta!
- Jak chcesz to ci mogę pomóc do niej zagadać...
- Nie....Jak mi się nie uda to mi pomożesz spoko?
- Jasne!
I wtedy Ron położył się na łóżko. 
Co miało oznaczać, " nie wiadomo " ratowałem ją ze wszystkich sytuacji... Dlaczego tak powiedziała?
Po skończonym myśleniu poszedł spać. 
***
Był ranek. Słońce świeciło, było ogółem pięknie. 

Była ósma rano. Ron nadal spał. Nagle poczuł stuknięcie w jego klatkę piersiową. To była kobieta. 
-Tak?
-Witaj! Nareszcie wstałeś! 
-Lavender?!
-Oh! Nawet zapamiętałeś moje imię!
-Tak...em...czy będziesz tak łaskawa i wyjdziesz?!
-Oh! Zdenerwowałam cię?! No dobrze Mon-Ron, wyjdę. - Powiedziała to, pocałowała Rona w czoło i wyszła.
Dlaczego znowu JA?! Dlaczego ona tu przyszła? Eh...nie ważne...
Ron się ubrał, obudził Harry'ego i razem zeszli na dół. 
- LAVENDER?! - krzyknął Harry
- ROMILDA?! - krzyknął Ron
- Heeeej! - krzyknęły obie i przytuliły chłopców.
- Romildo...bo wiesz... może wyjdziemy z tego pokoju? - zapytał - Ginny! Chodź z nami!
Harry, Romilda i Ginny wyszli z kuchni. 
- Romildo, to jest moja DZIEWCZYNA Ginny- pokazał jej złą rudą 
-Ginny, to jest moja PRZYJACIÓŁKA Romilda- pokazał jej piękną kobietę z kręconymi włosami.
Później obie dziewczyny wpatrywały się w siebie. Ginny podeszła do Harry'ego i pocałowała go namiętnie, a następnie szepnęła do ucha. 
Harry zrozumiał od razu co chce mu przekazać. Razem poszli na górę i rozmawiali.

-Ron! Nie rozmawiaj teraz z kobietami tylko z mężczyznami! - powiedział do brata George. - dzisiaj żegnamy Billa, Percyego i Fleur. Pamiętaj! 
-Nie zapomnę! - odkrzyknął 
Po śniadaniu wszyscy poszli żegnać dziewczyny i pozostałych. 
-Mon-Ron! Pamiętaj, że nigdy cię nie zapomnę! - krzyknęła w zielonym ogniu Lavender
- A ja cię zapomnę - powiedział pod nosem
Nadal był ranek więc Hermiona poszła do sypialni po pocztę. Zauważyła jakąś dziwną kopertę. Otworzyła ją i uradowana pisnęła. Szybko zeszła na dół do swojej przyjaciółki. 
- Mionka! Nie uwierzysz! Dostałam list z zaproszeniem na Bal! 
- Ja też! 
I wtedy kobiety rzuciły się na siebie z piskiem i przytulały się. Kiedy Harry i Ron zeszli na dół spytali się o co chodzi. Ginny podeszła nieśmiało do Harry'ego i powiedziała:
- Ja wiem że ty nie lubisz tańczyć, ale czy pójdziesz ze mną na bal? 
- Oczywiście! Ale to tylko robię ze względu na ciebie!
- Naprawdę?
- tak.
Rudowłosa podskoczyła do Miony i zapytała się czy już z kimś idzie. Przyjaciółka zaprzeczyła i poszła do sypialni. Usiadła na łóżku i patrzyła na list od Rona.
-Czyli szukasz partnera do tańca? Co?
Hermiona wystraszyła się i popatrzyła na Rona.
- Czemu nie pójdziesz z Krumem?
- Coś sugerujesz?! Znowu?!
- Nie, nic.
- Chciałam pójść z tobą, ale chyba zmienię zdanie!
- Ale...ja chciałem się wlaśnie zgodzić...
- Tak?! Naprawdę chcesz ze mną iść?
- Oczywiście!
I razem ekscytowali się tą chwilą na łóżku. 
***
- W co ja mam się ubrać?- pytała Miona siebie 
Nagle wyjęła czarną sukienkę, która odsłaniała znaczną część biustu. Nałożyła ją i poszła do łazienki przyszykować makijaż i włosy. Pomyślała że nie będzie nic z włosami takiego robić więc nakręciła sobie końcówki i splotła w kok. Wzięła ciemno-czerwoną szminkę i różowy makijaż, czarną kredkę. Wyszła z pokoju i zeszła na dół. Kiedy Ron zobaczył ją w takim stanie prawie zemdlał. Była przeurocza! Piękna! Nikt nie mógł się na nią napatrzeć. Teraz tylko trzeba było czekać na kreację Ginny. 
//Amortencja

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 7 - Angelina

 Po skończonym śniadaniu każdy miał czas dla siebie. Harry i Ron grali w Quidditcha. Bracia Rona rozmawiali z rodzicami rudzielców. Nadal musieli się wszystkiego wypytywać. Najbardziej Molly. Dziewczyny tj. Ginny i Hermiona poszły na domek na drzewie, który wybudował Artur w ich dzieciństwie. Fred poszedł do baru. Usiadł do stolika. Zamówił piwo kremowe i pogrążył się w myślach. Gdy wyszedł z baru nie patrząc przed siebie wpadł na kogoś. Była to ciemno skóra brunetka.
- Angelina? - zapytał się po czym wstał i podał jej rękę. Dziewczyna podniosła głowę i popatrzyła na rudzielca.
- George! - wstała i przytuliła przyjaciela. George się zarumienił, co nie było dziwne. Od drugiego roku w Hogwarcie podkochiwał się w jej, ale to Fred był bliżej Angeliny.
- Jak ja Cię dawno nie widziałam! Co u Ciebie słychać?
- W porządku, a u Ciebie?- dziewczyna westchnęła.
- Wiesz... - zaczęła - tęskniłam za Tobą - wyszeptała patrząc na buty. George był już zupełnie czerwony.
- Ja... też tęskniłem... Angelino. - dziewczyna zdziwiła się, myślała, że już nie są przyjaciółmi. George spojrzał na dziewczynę i podniósł jej głowę. Przysuną się do niej i pocałował ją czule. Trwało to dłuższą chwilę kiedy się odsunęli od siebie i uśmiechnęli się.
Poszli na spacer. Można ująć romantyczny spacer. George odprowadził ją do jej domu. Pocałowała go w czoło i weszła do domu. Rudowłosy przyszedł do domu bardzo późno.
- Gdzie ty byłeś! - powiedziała matka do swego syna
- Oj mamo, nie jestem już dzieckiem.
- Wiem, wiem - poczochrała go za włosy i podała kolację. - Wszyscy już śpią więc bądź cicho.
George zjadł i poszedł na górę. Uśmiechną się i zasnął.
Następnego ranka
 Hermiona zeszła na dół.
- Dzień dobry! - powiedziała gospodyni
- Dzień dobry! - odpowiedziała brunetka i usiadła przy stole
Weasleyowie zeszli około pięciu minut po Hermionie. W trakcie śniadania przyleciały sowy z pocztą. Wszyscy dostali swoje listy. George próbował odpakować swój list, lecz podmuch wiatru mu to uniemożliwił.
- Świetnie - powiedział do siebie. Nagle wszyscy Weasleyowie zaczęli skakać i próbować złapać list.
- TO MÓJ! NIE BO MÓJ! HAHA! JA GO ZŁAPIĘ! - przekrzykiwali się. Tylko Hermiona i Harry patrzyli na nich jak na dzieci.
- SPOKÓJ!!!! - krzyknęła Molly i złapała list. Przeczytała do kogo to i podała list do Georga - A TERAZ JEŚĆ I SCHOWAĆ TE LISTY!! - powiedziała
- Dobrze Mamo! - powiedzieli Rudowłosi. Usiedli na swoje miejsca i jedli.
Po skończonym śniadaniu wszyscy zaczęli odpakowywać listy. George dostał list od Angeliny:
Spotkajmy się dziś wieczorem nad rzeką.
Angelina
Po czym schował list i poszedł na górę. W salonie zastała tylko Hermiona. Odpakowała swój list.

Cześć Hermiono!
...
Hermiona zachichotała. Ron wszedł do pokoju i uśmiechną się szeroko.
- Haha... Ron, po co mi pisałeś list? Jesteśmy w jednym domu - zaśmiała się
- A co? Nie mogę - zaśmiał się Weasley
- Możesz, możesz. Możesz tez wyczekiwać na odpowiedź - powiedziała stanowczo
- Będę - i wyszedł...
Lumos
Co napisał do Hermiony Ron? Piszcie!! ;3

Rozdział 6 - Dlaczego akurat JA?!

Był poranek. Wszyscy oprócz Hermiony wstali i jedli śniadanie.

-Ron, mógłbyś przyprowadzić tutaj Hermionę?- Zapytała Molly rudzielca.
Ron zdziwił się. Czemu akurat on?!
-Mamo pewnie się boi obudzić swoją nową dziewczynę-powiedział ze śmiechem George.
-Ona nie jest moją dziewczyną!-odpowiedział zirytowany Ron, a następnie wyszedł z kuchni.
Czemu myślał że z nią chodzę? Dlaczego akurat JA a nie jakiś tam Krum?! Niech lepiej sam znajdzie sobie kogoś kogo pokocha a nie wtrąca się w nie swoje sprawy!- Myślał rudzielec.
Otworzył delikatnie drzwi do pokoju Ginny i ujrzał tam Hermionę śpiącą w łóżku. Była taka piękna i naturalna. Nigdy nie widział jej kiedy śpi bo chłopcy nie mogli wchodzić w Hogwarcie do dormitorium dziewczyn. Jedynie to widział ją spetryfikowaną, ale to nie to samo. Zazdrościł Harry'emu że codziennie może patrzeć na kogoś kogo obdarza szczerą miłością i ta osoba robi to samo. Ron niestety nie mógł tak prosto z mostu powiedzieć że ją kocha. Stała przed tym jakaś niewidzialna blokada,ściana. Popatrzył jeszcze raz na Hermionę i usiadł na łóżku obok niej. Siedział i siedział, aż nagle zrozumiał że matka prosiła go o obudzenie dziewczyny a nie patrzenie na nią i rozmyślanie. Wstał, i powiedział jej do ucha delikatnym głosem: Pobudka. Szatynka łagodnie otworzyła oczy i zastanawiała się co ją obudziło, aż nagle usłyszała ten sam delikatny głos. Już wiedziała kto to jest. Ostrożnie przekręciła głowę i zgadła. Popatrzyła na rudzielca który odgarniał jej włosy z czoła.
-Hermiona, musisz się ubrać i zejść na dół. Zrobiłem dla ciebie śniadanie. Jak chcesz mogę tutaj ci przynieść, jeśli nie masz siły po tamtym starciu z wodą w jeziorze.
-Nie, dzięki mogę zejść na dół.
-Ok. To ja już pójdę.- powiedział Ron udający się w stronę drzwi.
-Ron..-powiedziała Brązowłosa kiedy chłopak stał przy drzwiach.-Dziękuję-odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
Hermiona otworzyła szafę i patrzyła w co ma się ubrać. Wybrała raczej coś normalnego. Wzięła do ręki czarne spodnie i białą przewiewną bluzkę. Kiedy się ubrała zaczęła szukać swojej puderniczki.
-Tak! Nareszcie!-powiedziała zadowolona.
Wzięła małe pudełeczko i zaczęła się malować. Następnie chwyciła szczotkę i jej użyła. Po przyszykowaniu się zeszła na dół. Czekał tam na nią Ron z talerzem na którym leżały tosty. Hermiona wzięła jednego. Później zeszli razem do salonu powitać resztę rodziny Weasley i Harry'ego. Wszyscy ze sobą rozmawiali. Ginny gdy tylko ujrzała Mionkę pobiegła do niej i ją przytuliła.
-Nareszcie wstałaś!-powiedziała-Tak się o ciebie martwiłam!
Hermiona się zdziwiła, bo to normalne żeby wpaść do jeziora i trochę dłużej pospać.

-----------------------------------------------------------------------------------
Tak wiem, znowu zakończyłam w najlepszym momencie, ale już taka jestem :3 Dalszą częścią zajmie się Lumos. Mam nadzieję że polubiliście mnie jak i zarówno ją. paa :*
//Amortencja