- Ginny. Nie sądzisz, że będzie padać? - spytała Hermiona przyjaciółkę
- Nie, nie będzie - odpowiedziała rudowłosa.
Gdy doszli na miejsce, zostawili swoje rzeczy przy wielkim drzewie. Pierwszy do wody wskoczył Ron, a za nim Ginny i Harry. Hermiona usiadła na moście machając nogami. Pod nią wynurzył się rudzielec.
- Choć Hermiono popływać!- zachęcał ją
- Wiesz, że nie za dobrze pływam - westchnęła dziewczyna
Wtedy Ron złapał ją za nogi co spowodowało śmiech u Hermiony. Pociągnął ją do siebie, a ona wskoczyła do wody. Zamknęła oczy i wtuliła się w przyjaciela. Przy nim zawsze czuła się bezpiecznie i wiedziała, że może na niego liczyć.
- Hermiono, otwórz oczy... - powiedział zarumieniony Ron.
Hermiona otworzyła oczy,a Ron powoli obrócił się.
- Jak...tu pięknie! - powiedziała.
- Nauczę Cię pływać - zaproponował rudzielec
Hermiona położyła się na wodzie, zamknęła znów oczy, ale czuła ręce Rona.
- To ty jesteś piękna - pomyślał rudowłosy patrząc na jej piękne brązowe włosy i jej twarz.
- Ron!
- Trzymam Cię.
Hermiona była teraz pewna, że nie utonie. Ron odciągnął delikatnie ręce z pod dziewczyny. Hermiona się wyprostowała i przytuliła przyjaciela po czym powiedziała : ,,Dziękuję, Ron" . Rudzielec zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Dobrze, że Hermiona nie widziała - pewnie tak sobie myślał. Ron wziął Hermionę za ręce.
- Płyniemy do nich?
- Ja-asne - odpowiedziała.
Ginny i Harry pływali razem na plecach trzymając się za ręce. Rozmawiali, całowali się i nurkowali prawie na środku jeziora. Gdy Ron i Hermiona płynęli do nich, brązowłosą złapały wodorosty. Nie mogła płynąć, a wodorosty ciągnęły ją na dno. Zaczęła krzycieć : Na pomoc!!! Ron zanurzył się i próbował zniszczyć zielsko. Harry i Ginny usłyszeli krzyk lecz gdy go usłyszeli Hermiona znajdowała się pod wodą. Płynęli jak najszybciej. Ron z całych sił gryzł, rwał nie dbał o to czy on przeżyje, liczyło się dla niego tylko życie Hermiony. Uwolnił ją po czym wynurzył się. Trzymał ją na rękach. Szybko wybiegł na brzeg. Hermiona obudziła się w ramionach przyjaciela, który biegł w deszczu w stronę Nory. Widziała łzę, która spływała po jego policzku. Przetarła ją, a Ron spojrzał na nią i uśmiechną się, zwolnił, ale nie puszczał, nadal szedł w stronę Nory. Wszedł do domu.
- Jezus, Maria! Co się stało?!- zapytała, przerażona matka, syna.
- Ron, mnie uratował- wyszeptała Hermiona po czym zamknęła oczy i zasnęła. Molly nie wiedziała co powiedzieć więc tylko uśmiechnęła się i dodała.
- Całe szczęście, że nic wam się nie stało! - przytuliła Harr'ego, Ginny i Rona czule po czym dała im ręczniki by się wytarli. Ron zaniósł Hermionę na górę do pokoju Ginny i położył do jej łóżka.
- Ron?
- Tak?
- Dziękuję...
Ron usiadł na łóżku Hermiony i pocałował ją w czoło po czym ona zasnęła. Rudzielec wyszedł z pokoju i zszedł na dół. Nalał sobie kawy i usiadł przy stole. Widział za oknem krople spadające z nieba. Dotknął swego policzka bo przypomniał sobie rękę Hermiony, która wycierała jego policzek z łez.
- Wiedziała, jak płakałem - myślał, ale wtedy nie czuł tego co zawsze sądził, że płaczą tylko dziewczyny. Zrozumiał, że on, Harry, każdy może płakać. Wszedł do pokoju usiadł na łóżko i myślał. Lecz gdy wszedł Harry położył się do łóżka.
- Spisałeś się, Ron - powiedział Harry do przyjaciela
- Dzięki... - i zasnęli.
Pozdrawiam, Lumos
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz