piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 10 - Przyjaźń wystawiona na próbę

 Ron nie mógł dłużej udawać złość. Po prostu nie umiał się na nią gniewać. Poszedł do pokoju i wciąż myślał o tym , że już nie będą przyjaciółmi.
- Głupi... Dlaczego?! - wyżywał się chłopiec.

Hermiona nie do końca poszła do pokoju gdzie był Harry i Ginny. Zapukała tylko i powiedziała.
- Ginny?
Rudowłosa otworzyła drzwi. Widząc smętną minę Hermiony rozkazała Harremu opuścić pokój.
- Co... co się stało?- spytała Ginny.
- On... On myśli, że... - mówiła aż zalała się łzami. Wytłumaczyła przyjaciółce sytuację. Ginewra z jednej strony wkurzona na brata, a z drugiej popierała go.
- No pomyśl... Bądź na jego miejscu... - powiedziała do brązowłosej. - On stara się zrozumieć lecz nie może. To taki instynkt by bronić osób z jego stada. - Hermiona nie za bardzo rozumiała jej słowa.
- Bronić stada... - powtórzyła Hermiona.

***
- Ale wiesz, że może ona mówić prawdę? - spytał się Harry Rona.
- Wiem... Grr... Ale.... Nie mogę... - odpowiedział do przyjaciela i popatrzył na niego. - Rozumiesz?
- Tak... Rozumiem...

***
Po obiedzie Molly rozdzieliła zadania. 
- Ginny i Harry, wy zajmiecie się gnomami, a Ron i Hermiona pójdą do sklepu - Ron chciał już zaprotestować - i żadnych zmian! Zrozumiono?
- Tak.
- Chodź Harry! Musimy zająć się tymi gnomami! - wołała Ginny swego chłopaka. Mówiąc szczerze szybko się uwinęli z tymi gnomami, ale jeszcze przed nimi reszta trawnika.

Widać było wkurzone miny Rona i Hermiony jak szli do sklepu. Przez całą drogę nie odzywali się do siebie. Gdy wracali do Nory coś ruszyło ich głowy.
- Przepraszam - powiedzieli razem - nie, to ja przepraszam.
- Mogłem Ci uwierzyć, jestem taki głupi. - zaczął rudzielec - Nie zdziwię się jeżeli nadal będziesz się do mnie zwracać po nazwisku, nie będziesz moją przyjaciółką...
- Co ty gadasz? Ja NIGDY nie przestanę być Twoją przyjaciółką. A tak w ogóle to ja przepraszam. Mogłeś nie wiedzieć. Ja sama sobie bym nie uwierzyła. - brązowłosa patrzyła na przyjaciela. On przytulił ją i powiedział.
- Dziękuję, że mi wybaczyłaś.
- Jesteś głupi - zachichotała.
- EJ! Odwołaj to!
- Nigdy, haha.
- Mówię odwołaj to!!! - tuż po wypowiedzeniu tych słów potknęli się o kamień przewracając się na siebie. Na szczęście zakupy były całe, oni też.
- Haha, no dobra mądralo - zaśmiała się. Poczuła nagle, że się unosi. - Yyy... RON?! Co robisz? - okazało się, że rudzielec wziął ją na barana. - PUŚĆ MNIE!! 
- Nic z tego księżniczko. - połowa drogi do Nory opierała się na prośbach Hermiony o zniesienie ją na dół lecz on jej nie puścił nawet na chwilę aż po próg domu.
- Było aż TAK źle? - spytał się smętnie Ron.
- Nieee... Było świetnie!!! - i ucałowała go dziewczyna po czym weszła do domu z zakupami.
Resztę dnia chłopcy latali na swych miotłach popisując się przed dziewczynami tj. Ginny i Hermiona. Wszyscy się zaczęli rechotać gdy George dla żartu ustał na miotle, a ona odmówiła mu posłuszeństwa. Po dniu pełnym wrażeń Weasley'owie , Potter i Greanger poszli spać do własnych łóżek.
Lumos

Rozdział 9 - Bal

Wszyscy czekali tylko na nią. Zeszła ze schodów i słychać było podgwizdywanie ze wszystkich stron. Miała na sobie zieloną sukienkę (od Wolly'ego ), która idealnie pasowała do jej krwistych włosów. Włosy miała związane w luźny kok i widać było na nim białą, wielką różę. Gdy zeszła wzięła za ramię Harry'ego i wyszli. Ron nie mógł się napatrzeć na widok zdziwionej Hermiony. Jak...jak...jak jej się udało zapleść tak włosy? Powtarzała sobie milion razy. Kiedy doszli wreszcie do umówionego miejsca. Harry przywołał każdemu miotłę. Hermiona nigdy nie polubiła latać. To było dla niej odrażające i....głupie tak samo jak Quidditch. Niestety przyleciały tylko 2 miotły. 
- No świetnie! To ja może lepiej już pójdę do domu zapytać się czy Syriusz nie zostawił motocyklu? A wy polecicie razem? - Chciała się wymigać. 
- O nie, nie moja droga! Nigdzie nie pójdziesz! - powiedziała jej sympatia
Hermiona westchnęła i naprawiła pojazdy. Ginny wzięła starą zmiataczkę, Harry nimbusa 2001, Ron swoją nową miotłę nimbusa 2000, a Hermiona błyskawicę. 
- Harry wiesz, że nienawidzę latać. Może więc oddasz mi nimbusa i sam weźmiesz swoją? - powiedziała ironicznie 
- Nie ma mowy! Poza tym Ron też by nie dał się zamienić i skrzywdzić swoje dziecko. 
Dziewczyna zasiadła miotły i wzbiła się w powietrze. Nie wiedząc dlaczego szło jej bardzo łatwo latanie niż dotychczas na swojej starej i wolnej miotle do której była przyzwyczajona. 
Brązowe włosy szalały przed twarzą Rona. 
- Ej, to nie fair! 
- Co jest nie fair? Ja tylko latam! 
I ścigali się zapominając, że nie są sami. Nareszcie przestali gdy Ronald złapał miotły szatynki i usłyszeli głębokich śmiechów. Zarumienili się. 
- Uwielbiam kiedy się rumienisz- powiedział do niej chłopak
Dziewczyna jeszcze bardziej się zarumieniła i poleciała w figlarnym uśmiechu pozostawiając go samego. 
Gdy już przylecieli do zamku, wszyscy byli w świetnym nastroju! Nie było smętnie jak na pogrzebie Freda, a wręcz przeciwnie! Wszyscy chichotali i zwiedzali zamek jakby byli pierwszoklasistami.
- Pamiętam to miejsce - powiedziała Granger - Tutaj przywaliłam temu cholernemu Malfoy'owi! 
Wszyscy zaczęli się śmiać. Kiedy uznali, że za długo stoją w jednym miejscu weszli do środka. Od razu przypomnieli sobie lata szkolne i zmieniacz czasu Hermiony. Weszli do wielkiej sali. Tam było dopiero przecudnie! Pamiętali każdą drobną rzecz! Harry przypomniał sobie nawet jak spoglądał pierwszy raz na Snape i Hermiona kiedy paliła jego szatę. Podeszli do Minerwy i się przywitali. 
- Witam drogie panie! Niech zgadnę! Granger, Weasley, Weasley i Potter! 
- Tak! - krzyknęli 
- Jak dobrze was znowu widzieć! - powiedziała i ucałowała obecnych. - Przyszliście trochę za wcześnie i mam nadzieję, że wszystko wiedząca Granger - zrobiło jej się gorąco- pomoże mi w przygotowaniu? 
- Oczywiście Minerwo-
- Weasley i Potter! - chłopcy wzdrygli się - Mam nadzieję że macie apetyt! Właśnie zrobiłam swoje ulubione ciasto cytrynowo-marchewkowe! Macie ochotę? 
- Tak! 
I cała trójka usiadła przy stole nauczycielskim, przy którym pierwszy raz coś jedli. Ciasto było znakomite! Przy drzwiach wejściowych zauważyli Georga i Angelinę.  Chłopak podszedł do nich i powiedział:
- Witam szanownych profesorów! 
Trójka zaśmiała się i wskazała na Hermionę która walczyła z krzeslem.
- Stój! Powiedziałam STÓJ! CHOLERA STÓJ! - słyszeli za każdym razem gdy krzesło uciekało od jej krzyku. 
- Panno Granger! Co ja mówiłam na lekcji transmutacji? Trzeba zrobić kółko i wypowiedzieć : Dippendo! 
W tym momencie krzesło ustało i wpadło na Hermionę , która robiła to z resztą chodzących rzeczy. 
- Słuchajcie...mam pewien pomysł - powiedział George do nich lecz tak że tylko oni mogli to usłyszeć. 
- Nieźle! Ale, co z Hermioną? Ona przecież nie ma kogo....i nie dokończył bo jego brat puścił mu oko i otworzyły się drzwi, a w nich pojawiła się Gabrielle ze swoją siostrą Fleur i Billem. Weszli szybkim krokiem i dołączyli się do jedzenia ciasta. Kiedy dziewczyna poradziła sobie ze wszystkimi przedmiotami ruszyła do stołu po wodę. 
- Wiesz Ron? Ty naprawdę chyba za dużo jesz.- parsknęła w kubek.
Ron poczerwieniał, choć nie można było wykryć czy ze złości czy ze wstydu. 
- A ty za mało! - odpowiedział. 
Kiedy w sali zrobił się szum i wszyscy przyszli ( razem z Fatalnymi Jędzami ) McGonagall puściła muzykę i wszyscy tańczyli. Na początku Hermiona zamówiła powolną i smętną muzykę. Idealną do tańca wolnego. Wzięła Rona za rękę i zaczęli podrygiwać po parkiecie. Po półgodzinnej nucie pojawiła się rockowa. Nie pasowało to Hermionie i na dodatek opadła z sił na krzesło przy ponczu. Był tam Krum! 
- Witaj Hermi_ona_nina. Ponczu? - zapytał nadal z trudem wymawiając jej imię.
- Tak, dzięki Wiktor.
- Czemu nie tańczysz? - zapytał i podał jej kieliszek
- Wiesz.., to muzyka nie dla mnie i na dodatek opadam z sił przez przygotowanie sali i lot na miotle tutaj. - powiedziała po czym łyknęła sporą ilość płynu.
- Dlaczego ty nie lubić Quidditch? - Zapytala Francuzka 
- Fleur? - co ty tutaj robisz? Czemu nie tańczysz? 
- Zobaczyć że mi przijacielka nie tańczyć to i ja nie robić tego
- Angielski coraz bardziej opanowajesz! Wystarczy tylko jeszcze tochę poćwiczyć! 
- Wim -zarumieniła sie - z kid maś taką suknię? 
- Oh..tą...- zarumieniła się - mama mi ją kiedyś kupiła
- Pasui do twoich brinzowych włosiów! 
- Dziękuję! - i w tym momencie jakiś chłopak zaprosił ją do tańca
- Idź! - powiedziała do swojej przyjaciółki Fleur
Hermiona za to pokręciła głową i spojrzała na ździwiona minę wili 
- Czi ti właśni odmówiłaś?! 
- Tak. Nie rozumiem po co ten krzyk. 
- To najprzistojniejsi chłopiak w śkole! 
- Mnie raczej nie interesuje - puściła oko - A jeśli pozwolisz to chciałabym z nim porozmawiać na osobności
Fleur kiwnęła głową twierdząco. Podeszła do chłopaka, który miał zawiedziona twarz  i zaprosiła do tańca.
Zgodził się i na dodatek uśmiechnął. 
- Czemu miałeś taką zawiedzioną minę? - zapytała i zrobiła piruet - A! I jestem Hermiona! 
- Miło cię poznać - ciebie też - jestem Charles. Miałem taką minę bo jeszcze żadna dziewczyna nie odmówiła mi . 
- Rozumiem...Z Ronem też tak przez pewien czas było. Niestety odwrotnie. Miał zawiedzioną minę kiedy ktoś CHCIAŁ z nim tańczyć- zachichotała i zrobiła następny piruet
- Ja za to nie mogłem odciągnąć się od dziewczyn. Zawsze za mną łaziły i mam do teraz z dwieście listów miłosnych w tym dziewięćdziesiąt z ukrytą amortencją. 
- Pamiętam jak było to z Cedriciem - parskęła - A później z Harrym i Ronem - zaśmiała się głośno 
- Masz piękny śmiech - przytulił ją do siebie i opuścił nieco niżej rękę. - Nigdy nie widziałem równie pięknej osoby jak ty.
- Dziękuję - zarumieniła się - Pewnie wiele już ci to mówiło ale jesteś jak się bardziej przyjrzeć nawet przystojny. 
Chłopak oparł głowę o jej  i próbował ją pocałować. Hermiona wyrywała się na wszystkie możliwe sposoby, lecz jej się to nie udawało. Szarpała go. 
- Silencio - przyłożył jej do ust różdżkę i wyszedł z nią z sali. Nagle odzyskała mowę, lecz nadal nie mogła się ruszyć. 
- Ty...- nie dokończyła bo usta zakrył jej palcem. 
- Nic nie mów, a nic ci nie będzie.
Zaczął ją rozbierać, ale ona się tak łatwo nie dawała. Szarpali się nawzajem jak psy. On chciał ją zgwałcić. To było pewne. Co raz opadała z sił. Przytrzymywała się schodów i walczyła z nim. Nagle pojawiła się Ron. 
Cały czerwony od złości. Przypominał dorodnego buraka. Wycelował różdżką w niego i powiedział : PETRIFICUS TOTALUS 
Hermiona przestraszyła się i zaraz po tym Charles leżał na jej twarzy. Zdjęła go z siebie i nie odzywała się do Rona przez cały bal. Aż w końcu sie odezwała. 
- Ron? Dziękuję. 
Chłopak prychnął - Co to miało być? 
- Wiesz że to nie prze ze mnie prawda? 
Chłopak nie odpowiedział i tylko ruszył ramionami. 
- Proszę...- dziewczyna błagała
- Oh...niech ci będzie to nie twoja wina! Ale też nie moja! I na pewno nie Fleur! 
- Od kiedy bronisz Fleur?! 
- Od zawsze!
- A moze od kiedy dowiedziałeś się że jest Wilą? 
- Co ty bredzisz?!
- Mówię prawdę!
Kiedy ucichli weszli w kominek i powiedzieli : NORA
Molly przywitala ich gorąco i ucałowała. 
- Jesteście głodni? 
Zaprzeczyli i nadal stali nieruchomo. 
- Mam dla was niespodziankę! Ginny wiecie jak to jest....em...wypiła za dużo procentów. Więc przeniosłam ją do pokoju Harryego. Wy więc będziecie spać razem w pokoju Ginny! Cieszycie się? 
- CO?!
- RONALDZIE! Nie krzycz! Jeszcze obudzisz swoją siostrę!! Marsz do pokoju! Już! A ty Hermionko, chcesz coś jeszcze? Jeśli nie to proszę idź z Ronem do pokoju. - uśmiechnęła się. Hermiona wyraźnie zauważyła że kiedy pani Weasley jest zła zwraca się do swoich dzieci po pełnym imieniu. 
- Dobrze pani Weasley. 
Poszła do pokoju tuż za Biliusem i usiadła na łóżku. 
- Słuchaj...CO TO DO CHOLERY MIAŁO BYĆ?! 
- O co ci chodzi? - lecz gdy zauważyła gdy Ron nabiera powietrza aby krzyknąć rzuciła Muffiato 
- O TEGO TYPKA NA WIEŻY ASTRONOMICZNEJ!!
- Wiesz dobrze że tego nie chciałam!
- Tak! Oczywiście zawsze muszę ci wierzyć tak?! Bo jesteś dziewczyną to wszystko ci wolno!
- Oczywiście że nie Ronaldzie!
- Nie mów do mnie jak moja matka! 
- Myślisz że chciałam z nim ztracić dziewictwa!
- I ja mam w to uwierzyć? 
- POWINIENEŚ! Widziałeś że on chciał mnie zgwałcić! 
- BO TEGO CHCIAŁAŚ!
- Nie! Jak możesz mnie o to oskarżać?!
- Inaczej byś krzyczała że nie chcesz!
- BAŁAM SIĘ O CIEBIE! 
- Niby jak?
- Powiedział że jak coś powiem to może coś...się złego stać...
- I ty się niby bałaś  o MNIE?! 
- TAK!!!
- Niedorzeczne!
- Skoro tak uważasz! Idę spać! Nie chcę dłużej słuchać twojego wrzasku! 
- I dobrze! Ja twojej paplaniny też!
I zasnęli. 
NASTĘPNEGO DNIA
- GRANGER! Co te pampersy robią w mojej łazience?!
- Hermiona wzdrygła się. Popatrzyła nie przytomnie na Rona i odpowiedziała:
-Jeśli chcesz abyśmy odzywali się do siebie nazwiskami to proszę bardzo! I To nie są pampersy tylko podpaski! I jęsli chcesz aby to była tylko TWOJA ŁAZIENKA TO PROSZĘ BARDZO! Pójdę do Ginny i Harryego! Do widzenia! 
I wyszła. 
//AMORTENCJA

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 8 - W zwierciadle codzienności...

 " Wiesz, że się przyjaźnimy i chciałbym
się właśnie ciebie spytać czy
poszlibyśmy do kawiarni? "
Hermiona westchnęła...Myślała, że chce jej więcej przekazać uczuć w tym oto liście. 
-No cóż...Jeśli naprawdę boi się powiedzieć mi to w twarz, to na pewno będzie mu sprawiało radość, jak tam pójdę. - Powiedziała do siebie dziewczyna o brązowych włosach.
Ubrała się i zeszła na dół na śniadanie. 
- Ginny! A gdzie są te mugolskie przyprawy?! - krzyczała Molly
Ginny pośpiesznie podawała przedmioty matce, a później sama ich używała. 
-Przepraszam, może pomóc? - zapytała szatynka
Ruda, tylko sapnęła, co miało chyba oznaczać "tak" . Dziewczyny do końca śniadania gadały tylko o mugolskiej restauracji i kawiarni do której dziś idzie z Ronem. 
Po skończonym posiłku wszyscy rozeszli się do sypialni, oprócz Hermiony, która stała przy drzwiach do kuchni. Nagle usłyszala coś co ją przygnębiło: 
-Wiesz Ginny.... Niedaleko nas powstała ta restauracja... i czy nie chciałabyś tam ze mną pójść, aby zobaczyć co to? Bo wiesz...ja nigdy jeszcze nie byłem w takiej restauracji...
-Tak! Oczywiście, że się zgadzam!
Hermiona westchnęła i poszła na górę, aby poczytać. Wzięła pierwszą lepszą książkę i położyła przed siebie. Po "chwili" zobaczyła, że zbliża się godzina o której ma iść z Ronem do kawiarni. Szybko odłożyła czytadełko i zaczęła szperać w szafie. Wzięła swoją różową, krótką sukienkę ( i buty tego samego koloru ) i poszła się umalować. Wzięła swoje kosmetyki i zaczęła macać patyczkiem różowy i czarny kolor na palecie i nakładała sobie to na powieki. Następnie wzięła czarną kredkę do oczu i jasno-czerwoną szminkę, po czym zeszła na dół. 
-Dlaczego musiałem tak długo na ciebie czekać? - zapytał żartobliwie Ron 
- Oh..Przepraszam, że pana zaniepokoiłam- odpowiedziała- ale czy moglibyśmy już iść? 
Wzięli się za ramię i wyszli z domu w kierunku kawiarni. W drodze do budynku śmiali się z byle czego i cały czas rozmawiali. Gdy ujrzeli budynek, pobiegli do niego. Hermiona wzięła mugolski aparat i robiła Ronowi i sobie zdjęcia. Po skończonej zabawie weszli do środka. Było tam cudownie! Wszystko przypominało wielką salę w szkole! Mieli wtedy tyle wspomnień! Usiedli razem przy stoliku przy oknie i wspominali pierwsze ujrzenie Trolla..... Zamówili dwie zimne kawy i jedno małe ciasto. Gdy zrozumieli, że już muszą iść było bardzo ciemno. Po woli wracali do domu nie zdając sobie sprawy, że nic nie widzą. 
-AAaaaaAaaaAAaa
Ron nagle zorientował się, że nie ma Hermiony i różdżki przy sobie. Wyruszył w poszukiwanie kobiety. Na szczęście znalazł ją pod drzewem rysującą coś. 
- Hermiono...Chodź..-powiedział Rudzielec
- No...dobrze....- odpowiedziała dziwnym tonem do niego.
Przez resztę drogi szli nie odzywając się do siebie. Może tylko dlatego, że....Ron się jej bał. Miała inny głos niż zwykle. Zawsze miała słodki, uroczy głosik, a teraz mówiła jakby miała chrypę i niską tonacją. Ron nie wiedział do końca czy to ona. Gdy doszli do Nory on przemówił pierwszy. 
-Wszystko dobrze?
Hermiona pokiwała głową i rzuciła się na szyję chłopaka i pocałowała go w policzek. 
-Bałam się że mnie opuścisz....że będę całkowicie sama....pod drzewem, rysując imiona nasze i Harry'ego. 
-Nigdy bym cię nie opuścił! 
- Nie wiadomo....ale dziękuję ci za troskę ... - Jeszcze raz pocałowała go w policzek.
Wszyscy się rozeszli do swoich sypialni.
-I jak było? - zapytał Harry
- Świetnie! Po prostu zajebiście! 
-Co ci jest?! Coś nie tak?!
- Nic...po prostu nie umiem do niej zagadać! 
-Staaaary....Każdy się uczy na błędach. Pamiętasz jak ja nic nie mówiłem Cho, a i tak mnie pocałowała. 
- Ale TY jesteś wybrańcem! I na dodatek jesteś sławny, bo zabiłeś Voldemorta!
- Jak chcesz to ci mogę pomóc do niej zagadać...
- Nie....Jak mi się nie uda to mi pomożesz spoko?
- Jasne!
I wtedy Ron położył się na łóżko. 
Co miało oznaczać, " nie wiadomo " ratowałem ją ze wszystkich sytuacji... Dlaczego tak powiedziała?
Po skończonym myśleniu poszedł spać. 
***
Był ranek. Słońce świeciło, było ogółem pięknie. 

Była ósma rano. Ron nadal spał. Nagle poczuł stuknięcie w jego klatkę piersiową. To była kobieta. 
-Tak?
-Witaj! Nareszcie wstałeś! 
-Lavender?!
-Oh! Nawet zapamiętałeś moje imię!
-Tak...em...czy będziesz tak łaskawa i wyjdziesz?!
-Oh! Zdenerwowałam cię?! No dobrze Mon-Ron, wyjdę. - Powiedziała to, pocałowała Rona w czoło i wyszła.
Dlaczego znowu JA?! Dlaczego ona tu przyszła? Eh...nie ważne...
Ron się ubrał, obudził Harry'ego i razem zeszli na dół. 
- LAVENDER?! - krzyknął Harry
- ROMILDA?! - krzyknął Ron
- Heeeej! - krzyknęły obie i przytuliły chłopców.
- Romildo...bo wiesz... może wyjdziemy z tego pokoju? - zapytał - Ginny! Chodź z nami!
Harry, Romilda i Ginny wyszli z kuchni. 
- Romildo, to jest moja DZIEWCZYNA Ginny- pokazał jej złą rudą 
-Ginny, to jest moja PRZYJACIÓŁKA Romilda- pokazał jej piękną kobietę z kręconymi włosami.
Później obie dziewczyny wpatrywały się w siebie. Ginny podeszła do Harry'ego i pocałowała go namiętnie, a następnie szepnęła do ucha. 
Harry zrozumiał od razu co chce mu przekazać. Razem poszli na górę i rozmawiali.

-Ron! Nie rozmawiaj teraz z kobietami tylko z mężczyznami! - powiedział do brata George. - dzisiaj żegnamy Billa, Percyego i Fleur. Pamiętaj! 
-Nie zapomnę! - odkrzyknął 
Po śniadaniu wszyscy poszli żegnać dziewczyny i pozostałych. 
-Mon-Ron! Pamiętaj, że nigdy cię nie zapomnę! - krzyknęła w zielonym ogniu Lavender
- A ja cię zapomnę - powiedział pod nosem
Nadal był ranek więc Hermiona poszła do sypialni po pocztę. Zauważyła jakąś dziwną kopertę. Otworzyła ją i uradowana pisnęła. Szybko zeszła na dół do swojej przyjaciółki. 
- Mionka! Nie uwierzysz! Dostałam list z zaproszeniem na Bal! 
- Ja też! 
I wtedy kobiety rzuciły się na siebie z piskiem i przytulały się. Kiedy Harry i Ron zeszli na dół spytali się o co chodzi. Ginny podeszła nieśmiało do Harry'ego i powiedziała:
- Ja wiem że ty nie lubisz tańczyć, ale czy pójdziesz ze mną na bal? 
- Oczywiście! Ale to tylko robię ze względu na ciebie!
- Naprawdę?
- tak.
Rudowłosa podskoczyła do Miony i zapytała się czy już z kimś idzie. Przyjaciółka zaprzeczyła i poszła do sypialni. Usiadła na łóżku i patrzyła na list od Rona.
-Czyli szukasz partnera do tańca? Co?
Hermiona wystraszyła się i popatrzyła na Rona.
- Czemu nie pójdziesz z Krumem?
- Coś sugerujesz?! Znowu?!
- Nie, nic.
- Chciałam pójść z tobą, ale chyba zmienię zdanie!
- Ale...ja chciałem się wlaśnie zgodzić...
- Tak?! Naprawdę chcesz ze mną iść?
- Oczywiście!
I razem ekscytowali się tą chwilą na łóżku. 
***
- W co ja mam się ubrać?- pytała Miona siebie 
Nagle wyjęła czarną sukienkę, która odsłaniała znaczną część biustu. Nałożyła ją i poszła do łazienki przyszykować makijaż i włosy. Pomyślała że nie będzie nic z włosami takiego robić więc nakręciła sobie końcówki i splotła w kok. Wzięła ciemno-czerwoną szminkę i różowy makijaż, czarną kredkę. Wyszła z pokoju i zeszła na dół. Kiedy Ron zobaczył ją w takim stanie prawie zemdlał. Była przeurocza! Piękna! Nikt nie mógł się na nią napatrzeć. Teraz tylko trzeba było czekać na kreację Ginny. 
//Amortencja

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 7 - Angelina

 Po skończonym śniadaniu każdy miał czas dla siebie. Harry i Ron grali w Quidditcha. Bracia Rona rozmawiali z rodzicami rudzielców. Nadal musieli się wszystkiego wypytywać. Najbardziej Molly. Dziewczyny tj. Ginny i Hermiona poszły na domek na drzewie, który wybudował Artur w ich dzieciństwie. Fred poszedł do baru. Usiadł do stolika. Zamówił piwo kremowe i pogrążył się w myślach. Gdy wyszedł z baru nie patrząc przed siebie wpadł na kogoś. Była to ciemno skóra brunetka.
- Angelina? - zapytał się po czym wstał i podał jej rękę. Dziewczyna podniosła głowę i popatrzyła na rudzielca.
- George! - wstała i przytuliła przyjaciela. George się zarumienił, co nie było dziwne. Od drugiego roku w Hogwarcie podkochiwał się w jej, ale to Fred był bliżej Angeliny.
- Jak ja Cię dawno nie widziałam! Co u Ciebie słychać?
- W porządku, a u Ciebie?- dziewczyna westchnęła.
- Wiesz... - zaczęła - tęskniłam za Tobą - wyszeptała patrząc na buty. George był już zupełnie czerwony.
- Ja... też tęskniłem... Angelino. - dziewczyna zdziwiła się, myślała, że już nie są przyjaciółmi. George spojrzał na dziewczynę i podniósł jej głowę. Przysuną się do niej i pocałował ją czule. Trwało to dłuższą chwilę kiedy się odsunęli od siebie i uśmiechnęli się.
Poszli na spacer. Można ująć romantyczny spacer. George odprowadził ją do jej domu. Pocałowała go w czoło i weszła do domu. Rudowłosy przyszedł do domu bardzo późno.
- Gdzie ty byłeś! - powiedziała matka do swego syna
- Oj mamo, nie jestem już dzieckiem.
- Wiem, wiem - poczochrała go za włosy i podała kolację. - Wszyscy już śpią więc bądź cicho.
George zjadł i poszedł na górę. Uśmiechną się i zasnął.
Następnego ranka
 Hermiona zeszła na dół.
- Dzień dobry! - powiedziała gospodyni
- Dzień dobry! - odpowiedziała brunetka i usiadła przy stole
Weasleyowie zeszli około pięciu minut po Hermionie. W trakcie śniadania przyleciały sowy z pocztą. Wszyscy dostali swoje listy. George próbował odpakować swój list, lecz podmuch wiatru mu to uniemożliwił.
- Świetnie - powiedział do siebie. Nagle wszyscy Weasleyowie zaczęli skakać i próbować złapać list.
- TO MÓJ! NIE BO MÓJ! HAHA! JA GO ZŁAPIĘ! - przekrzykiwali się. Tylko Hermiona i Harry patrzyli na nich jak na dzieci.
- SPOKÓJ!!!! - krzyknęła Molly i złapała list. Przeczytała do kogo to i podała list do Georga - A TERAZ JEŚĆ I SCHOWAĆ TE LISTY!! - powiedziała
- Dobrze Mamo! - powiedzieli Rudowłosi. Usiedli na swoje miejsca i jedli.
Po skończonym śniadaniu wszyscy zaczęli odpakowywać listy. George dostał list od Angeliny:
Spotkajmy się dziś wieczorem nad rzeką.
Angelina
Po czym schował list i poszedł na górę. W salonie zastała tylko Hermiona. Odpakowała swój list.

Cześć Hermiono!
...
Hermiona zachichotała. Ron wszedł do pokoju i uśmiechną się szeroko.
- Haha... Ron, po co mi pisałeś list? Jesteśmy w jednym domu - zaśmiała się
- A co? Nie mogę - zaśmiał się Weasley
- Możesz, możesz. Możesz tez wyczekiwać na odpowiedź - powiedziała stanowczo
- Będę - i wyszedł...
Lumos
Co napisał do Hermiony Ron? Piszcie!! ;3

Rozdział 6 - Dlaczego akurat JA?!

Był poranek. Wszyscy oprócz Hermiony wstali i jedli śniadanie.

-Ron, mógłbyś przyprowadzić tutaj Hermionę?- Zapytała Molly rudzielca.
Ron zdziwił się. Czemu akurat on?!
-Mamo pewnie się boi obudzić swoją nową dziewczynę-powiedział ze śmiechem George.
-Ona nie jest moją dziewczyną!-odpowiedział zirytowany Ron, a następnie wyszedł z kuchni.
Czemu myślał że z nią chodzę? Dlaczego akurat JA a nie jakiś tam Krum?! Niech lepiej sam znajdzie sobie kogoś kogo pokocha a nie wtrąca się w nie swoje sprawy!- Myślał rudzielec.
Otworzył delikatnie drzwi do pokoju Ginny i ujrzał tam Hermionę śpiącą w łóżku. Była taka piękna i naturalna. Nigdy nie widział jej kiedy śpi bo chłopcy nie mogli wchodzić w Hogwarcie do dormitorium dziewczyn. Jedynie to widział ją spetryfikowaną, ale to nie to samo. Zazdrościł Harry'emu że codziennie może patrzeć na kogoś kogo obdarza szczerą miłością i ta osoba robi to samo. Ron niestety nie mógł tak prosto z mostu powiedzieć że ją kocha. Stała przed tym jakaś niewidzialna blokada,ściana. Popatrzył jeszcze raz na Hermionę i usiadł na łóżku obok niej. Siedział i siedział, aż nagle zrozumiał że matka prosiła go o obudzenie dziewczyny a nie patrzenie na nią i rozmyślanie. Wstał, i powiedział jej do ucha delikatnym głosem: Pobudka. Szatynka łagodnie otworzyła oczy i zastanawiała się co ją obudziło, aż nagle usłyszała ten sam delikatny głos. Już wiedziała kto to jest. Ostrożnie przekręciła głowę i zgadła. Popatrzyła na rudzielca który odgarniał jej włosy z czoła.
-Hermiona, musisz się ubrać i zejść na dół. Zrobiłem dla ciebie śniadanie. Jak chcesz mogę tutaj ci przynieść, jeśli nie masz siły po tamtym starciu z wodą w jeziorze.
-Nie, dzięki mogę zejść na dół.
-Ok. To ja już pójdę.- powiedział Ron udający się w stronę drzwi.
-Ron..-powiedziała Brązowłosa kiedy chłopak stał przy drzwiach.-Dziękuję-odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
Hermiona otworzyła szafę i patrzyła w co ma się ubrać. Wybrała raczej coś normalnego. Wzięła do ręki czarne spodnie i białą przewiewną bluzkę. Kiedy się ubrała zaczęła szukać swojej puderniczki.
-Tak! Nareszcie!-powiedziała zadowolona.
Wzięła małe pudełeczko i zaczęła się malować. Następnie chwyciła szczotkę i jej użyła. Po przyszykowaniu się zeszła na dół. Czekał tam na nią Ron z talerzem na którym leżały tosty. Hermiona wzięła jednego. Później zeszli razem do salonu powitać resztę rodziny Weasley i Harry'ego. Wszyscy ze sobą rozmawiali. Ginny gdy tylko ujrzała Mionkę pobiegła do niej i ją przytuliła.
-Nareszcie wstałaś!-powiedziała-Tak się o ciebie martwiłam!
Hermiona się zdziwiła, bo to normalne żeby wpaść do jeziora i trochę dłużej pospać.

-----------------------------------------------------------------------------------
Tak wiem, znowu zakończyłam w najlepszym momencie, ale już taka jestem :3 Dalszą częścią zajmie się Lumos. Mam nadzieję że polubiliście mnie jak i zarówno ją. paa :*
//Amortencja


sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 5 - Tak to miało być

 Hermiona stała wraz z Ronem przy grobie. Nie wiedziała dla czego, ale chciała złapać go za rękę. Położyła bukiet kwiatów i odeszli. Pod koniec każdy podniósł do góry różdżki. Właśnie wtedy go złapała. Ron czuł jej dłoń. Wtedy poczuł jakby miał wybuchnąć. Było mu tak gorąco, ale nie było po nim tego widać.
 Opuścili różdżki. Molly wtuliła się w ramiona Artura by zasłonić łzy. Choć to nie było takie łatwe. Wciąż czuła, że Fred jest, a tak naprawdę nie ma go.
- Jednak na zawsze będzie w naszych sercach. - pomyślała Molly
 Ginny także wtuliła się, ale w Harry'ego. Pogłaskał ją po rudych włosach po czym wyszeptał.
- Ginny, nie płacz. Wszystko będzie dobrze - dziewczyna spojrzała na wybrańca. Wiedziała, że wszystko się ułoży, ale na pewno nie teraz. Może za kilka miesięcy, tygodni, ale nie teraz.

***
 Po pogrzebie, wciąż panowała spięta atmosfera. Nikt się nie odzywał. Przy kolacji, każdy miał spuszczoną twarz. Dosyć szybko, każdy poszedł do swoich pokoi. 
W pokoju Rona i Harry'ego...
Ron położył się do łóżka. Odwrócił się do okna i próbował zasnąć.
- Dlaczego nie możesz jej tego powiedzieć!!! Ty ją kochasz, ona Cię kocha. Powiedz jej, że ją kochasz! - Tak myślał Harry, gdy widział, że Ron myśli o Hermionie. Lecz nie chciał mu tego mówić. Myślał, że kiedyś to sobie powiedzą, albo znajdą inną miłość, lub będzie tak do ich śmierci i tak dalej...
 Wybraniec dobrze znał przyjaciela, lecz tym razem nie zgadł. Ron myślał tylko o bólu brata. Nie wiedział jak to jest gdy stracisz swojego brata, bliźniaka. 
Tydzień po pogrzebie...
 Była dopiero szósta rano, a Hermiona już wstała. Wyciągnęła książkę, którą czytała od wczoraj wieczoru. Zostało jej tylko dziesięć rozdziałów. Skończyła je w jakieś półgodziny i zeszła na dół. Założyła szare spodnie i różową bluzkę. Na dole czekała na nią kawa zaparzona przez panią Weasley. Molly powitała Hermionę i dała jej kubek z kawą. Rozmawiały sobie o różnych babskich sprawach. Jakieś półgodziny później wstała Ginny. Zeszła na dół półprzytomna, ale po wypiciu kawy wróciła do życia. Przyszła też do nich Fleur.
- Ginny, zawołaj chłopców - powiedziała matka rudowłosej
- Dobrze - powiedziała, po czym krzyknęła - WSTAWAĆ!!!!!
W kuchni było tylko słychać odgłosy spadających... chłopców. Bill, Charlie, Ron ,Harry, Artur, Pearcy i George krzyknęli - CHWILKA! 
Widać było, że tylko Hermiona była zdziwiona zachowaniem zarazem Ginny i chłopaków. Pięć minut później, każdy już siedział przy stole. Widać było, że dużo się zmieniło od pogrzebu Freda. Atmosfera była o wiele weselsza i wszyscy rozmawiali ze sobą.
- Fred, Harry, Ron, wy zajmiecie się ogrodem. Pearcy, Bill, Charlie i Artur, wy pomożecie im z gnomami, a dziewczęta, wy pomożecie mi w domu posprzątać - powiedziała Molly.
Wszyscy wzięli się do pracy. W ogrodzie chłopcy zachowywali się jakby byli w przedszkolu. Na pewno nie przypominało to pracy. Nie dziwię się im. Tak rzadko się widzą. Niech się nacieszą.
 Lecz u dziewczyn to wyglądało to troszeczkę inaczej. No tak, rozmawiały ze sobą, Hermiona i Ginny nawet się rzucały poduszkami w ich pokoju, ale szybciej i solidniej wykonały swoją pracę...

Lumos 

Rozdział 4 Zgubiona miłość

Był poranek. Słońce świeciło jak najmocniej. Było pięknie jednym słowem.


-Ginny, czy to dobry pomysł? Czy aby na pewno musimy to robić tam? Bo wiesz... nie wiem czy Molly, to znaczy twoja matka... no wiesz... nie będzie za bardzo przygnębiona.- zaczęła szatynka.
-Hermiono, ja wiem że chcesz dla nas jak najlepiej, ale zawsze jak tam przyjedziemy możemy mu coś kupić i postawić.- powiedziała ze smutkiem Ginny.
- W każdym bądź razie to nie od nas zależy...
Siedziały tak chwilę i poszły na śniadanie. Ich miny poprawili chłopcy. Harry wstał i rzucił się w stronę Ginny. Rudowłosa pocałowała namiętnie chłopca i usiadła na krześle obok. Ron nie zrobił tego. Podszedł do Hermiony i spytał czy się dobrze czuję po wczorajszym. Hermiona kiwnęła głową i przytuliła chłopaka.
- Hermiono nie ma już miejsca przy stole. Może więc pójdę po krzesła do ogrodu? - Powiedział Charlie
-Nie ma takiej potrzeby. Hermiona chodź tutaj! - odrzekła siostra rudzielca.
-No dobrze.- odpowiedziała szatynka
- Ale wtedy dla ciebie nie będzie miejsca!- Odpowiedział pewny siebie Charlie
-O mnie się nie martw- Powiedziawszy to usiadła na kolanach Harry'ego i musnęła go w policzek.
Tak oto spędzili resztę śniadania.
***
Ginny musimy się ubierać! Ginny! Ginny! Gdzie jesteś!?- Krzyczała brązowłosa do swej przyjaciólki.
Patrzyła wszędzie. Nagle usłyszała odgłos z komórki pod schodami. 
-Tylko nie to...-Myślała Hermiona ( A teraz zgaujcie o czym pomyślała ;) ) 
Otworzyła drzwiczki i zobaczyła tam rudą z "wybrańcem" którzy coś sobie mówili. A przy tym Harry pokazywał jej ich pamiątki z zeszłego lata.
-Harry! Ginny! Co wy tu....ROBICIE?!- Pytała zdenerwowana 
- Oglądamy pamiątki. - Powiedzieli
- Wy dwaj! Na górę! Albo nie. Ginny! Chodź ze mną!
-ok. Pa Harry! 
Na górze Hermiona powiedziała że muszą się ubierać bo zaraz wychodzą. Ruda wyglądała przepięknie w czarnej sukience i czarnych ozdobach na włosach. Niestety jej przyjaciółka nie mogła nacieszyć się wyglądem jej kreacji bo od razu poszła na dół.
-Co ja mam na siebie włożyć?- Myślała
Nagle zobaczyła swoją czarną sukienkę którą dostała baaaardzo dawno od Molly. Założyła ją. Wyglądałą noermalnie. 
-Nie wiem czego się bałam-mówiła
Sukienka była cała czarna z siwym paskiem. Gdy ją upuściła na dół zrozumiała.
O nie!- krzyknęła
Sukienka nie była całkiem normalna. Odkrywała piersi. 
-Jak ja mam tam pójść w takiej sukience!-Ah...no dobra...nie mam w sumie żadnej innej. Muszę iść w niej.
Jak już się ubrała poszła do toalety zrobić makijaż. Wyglądała przecudnie! Każdy kogo mijała patrzył na nią jakby chciał naskoczyć na Hermionę. 
***
Kiedy już wszyscy zebrali się na dole. Weszli na miotły i ruszyli w stronę Hogwartu.
***
Wszyscy stali przed Hogwartem ze smutnymi minami. George może chcesz coś powiedzieć?
Tak.
Podszedł do grobu i mówił po cichu do Freda. Tak. To był jego pogrzeb. Następnie kidy George poszedł każdy musiał coś powiedzieć do Freda. Atmosfera nie była radosna. Była smętna. 
-Ron?-spytała Hermiona
-Tak?
-Czy mógłbyś podejść ze mną?-spytała zaczerwieniona Hermiona
-oczywiście-odpowiedział.
--------------------------------------------------------------------------------
Tak wiem zakończyłam w najlepszym momencie ale resztą zajmie się Lumos :3   
 //Amortencja

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział 3 - Jezioro w deszczu szczęścia...

 Po skończonym śniadaniu Harry, Ginny, Ron i Hermiona mieli pójść nad jezioro obok Nory.
- Ginny. Nie sądzisz, że będzie padać? - spytała Hermiona przyjaciółkę
- Nie, nie będzie - odpowiedziała rudowłosa.
 Gdy doszli na miejsce, zostawili swoje rzeczy przy wielkim drzewie. Pierwszy do wody wskoczył Ron, a za nim Ginny i Harry. Hermiona usiadła na moście machając nogami. Pod nią wynurzył się rudzielec.
- Choć Hermiono popływać!- zachęcał ją
- Wiesz, że nie za dobrze pływam - westchnęła dziewczyna
Wtedy Ron złapał ją za nogi co spowodowało śmiech u Hermiony. Pociągnął ją do siebie, a ona wskoczyła do wody. Zamknęła oczy i wtuliła się w przyjaciela. Przy nim zawsze czuła się bezpiecznie i wiedziała, że może na niego liczyć.
- Hermiono, otwórz oczy... - powiedział zarumieniony Ron.
Hermiona otworzyła oczy,a Ron powoli obrócił się.
- Jak...tu pięknie! - powiedziała.
- Nauczę Cię pływać - zaproponował rudzielec
Hermiona położyła się na wodzie, zamknęła znów oczy, ale czuła ręce Rona.
- To ty jesteś piękna - pomyślał rudowłosy patrząc na jej piękne brązowe włosy i jej twarz.
- Ron!
- Trzymam Cię.
Hermiona była teraz pewna, że nie utonie. Ron odciągnął delikatnie ręce z pod dziewczyny. Hermiona się wyprostowała i przytuliła przyjaciela po czym powiedziała : ,,Dziękuję, Ron" . Rudzielec zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Dobrze, że Hermiona nie widziała - pewnie tak sobie myślał. Ron wziął Hermionę za ręce.
- Płyniemy do nich?
- Ja-asne - odpowiedziała.
Ginny i Harry pływali razem na plecach trzymając się za ręce. Rozmawiali, całowali się i nurkowali prawie na środku jeziora. Gdy Ron i Hermiona płynęli do nich, brązowłosą  złapały wodorosty. Nie mogła płynąć, a wodorosty ciągnęły ją na dno. Zaczęła krzycieć : Na pomoc!!! Ron zanurzył się i próbował zniszczyć zielsko. Harry i Ginny usłyszeli krzyk lecz gdy go usłyszeli Hermiona znajdowała się pod wodą. Płynęli jak najszybciej. Ron z całych sił gryzł, rwał nie dbał o to czy on przeżyje, liczyło się dla niego tylko życie Hermiony. Uwolnił ją po czym wynurzył się. Trzymał ją na rękach. Szybko wybiegł na brzeg. Hermiona obudziła się w ramionach przyjaciela, który biegł w deszczu w stronę Nory. Widziała łzę, która spływała po jego policzku. Przetarła ją, a Ron spojrzał na nią i uśmiechną się, zwolnił, ale nie puszczał, nadal szedł w stronę Nory. Wszedł do domu.
- Jezus, Maria! Co się stało?!- zapytała, przerażona matka, syna.
- Ron, mnie uratował- wyszeptała Hermiona po czym zamknęła oczy i zasnęła. Molly nie wiedziała co powiedzieć więc tylko uśmiechnęła się i dodała.
- Całe szczęście, że nic wam się nie stało! - przytuliła Harr'ego, Ginny i Rona czule po czym dała im ręczniki by się wytarli. Ron zaniósł Hermionę na górę do pokoju Ginny i położył do jej łóżka.
- Ron?
- Tak?
- Dziękuję...
Ron usiadł na łóżku Hermiony i pocałował ją w czoło po czym ona zasnęła. Rudzielec wyszedł z pokoju i zszedł na dół. Nalał sobie kawy i usiadł przy stole. Widział za oknem krople spadające z nieba. Dotknął swego policzka bo przypomniał sobie rękę Hermiony, która wycierała jego policzek z łez.
- Wiedziała, jak płakałem - myślał, ale  wtedy nie czuł tego co zawsze sądził, że płaczą tylko dziewczyny. Zrozumiał, że on, Harry, każdy może płakać. Wszedł do pokoju usiadł na łóżko i myślał. Lecz gdy wszedł Harry położył się do łóżka.
- Spisałeś się, Ron - powiedział Harry do przyjaciela
- Dzięki... - i zasnęli.
Pozdrawiam, Lumos

Rozdział 2- Od początku do Końca

Tydzień Później Weasley'owie czekali na pozostałych gości, którzy powinni nie długo być. Co kilka minut Molly patrzyła na zegar, a wskazówka cały czas stała w miejscu z napisem " W drodze " . - A co jeśli nie przyjdą- Myślała. Nagle ogień w kominku zrobił się zielony. -Nareszcie-Pomyślała znowu.
-Bill!, Fleur!, Percy!, Charlie! Tak się cieszę że przyjechaliście! Cały czas czekałam!- krzyczała z wyraźną radością. -Hej Mamo!- Pocałował Mamę w policzek Bill i Poszedł do kuchni. -Fleur!- powiedziała Molly z otwartymi ramionami. Fleur podeszła i przytuliła teściową. Później cała czwórka została ponownie wyściskana przez matkę. Nagle pojawił się Harry. Jak zwykle miał na sobie swoją ulubioną kurtkę i rozczochrane włosy. Gdy ją zdjął widać było że nałożył koszule z czarnym jak jego włosy krawatem. Ginny, która była w swoim pokoiku i usłyszała że ktoś wchodzi pobiegła na dół. Gdy zobaczyła Harry'ego dała mu buziaka. Ron wciąż czekał na Hermionę, tylko zerkał z tłumu. W zielonych płomieniach wyjawiła się brązowłosa dziewczyna z torbą na ramieniu-Hermiona-pomyślał rudowłosy. 
Podeszła do niego, wpatrywali się chwile w siebie. Ron pocałował ją w policzek. Hermiona się zarumieniła i zachichotała, po czym przytuliła przyjaciela.
-Co to było?!-Rudzielec nie rozumiał, dlaczego ją pocałował. Lecz widząc jej uśmiech przeszła mu złość na siebie.
***
Hermiona, Wstawaj!- powiedziała do Hermiony jej ruda przyjaciółka.- Jest już śniadanie, a później idziemy nad staw popływać. Idziesz z nami?
-Ehem- Hermiona nie wiedziała co w nią wstąpiło! Nigdy tak długo nie spała! Może po prostu była wykończona wczorajszą podróżą?
-To świetnie! Ron czeka na ciebie w kuchni, bo dziś to on musiał pomagać przy śniadaniu mamie. Ja się bym bała na miejscu mamy wpuszczać go nawet do kuchni!- śmiała się Ginny.
-Ginny, ja zaraz będę tylko muszę się ubrać.- Ron na mnie czeka?! Dlaczego?!
Rudowłosa wyszła z pokoju i pobiegła do kuchni. Hermiona jak zwykle zapomniała z domu części swoich ubrań. Otworzyła szafę. Znalazła tam swoją śliczną sukienkę na lato i ją ubrała. Była w barwach zieleni i żółci. Później szybko pobiegła do łazienki aby nikt jej nie zobaczył bo musiała się uczesać i zrobić makijaż. Tuż przed wejściem do łazienki ktoś złapał ją za rękę. To był Ron. Dziewczyna popatrzyła do tyłu i się przestraszyła, bo akurat o nim myślała aby jej w tym stanie nie zobaczył. Patrzyli sobie w oczy z minutę. wtedy Hermiona poprosiła Rona aby zaczekał na nią w kuchni, a ona pójdzie do łazienki się pomalować.
-Dla mnie wyglądasz pięknie nawet bez makijażu-powiedział chłopak.
Brązowłosa zarumieniła się i weszła do łazienki.
-Okej. Jaki makijaż sobie zrobić-myślała
Użyła kolorów sukienki którą założyła. Użyła jeszcze jakiegoś zaklęcia wodoodpornego i pomalowała usta na różowo. Gdy zakończyła te czynności zmierzyła w stronę kuchni. Był tam Ron, patrzący na nią. Była też Molly, Artur, ogólnie cała rodzina weasley'ów i Harry z Ginny stojący w kącie. Zauważyła że daje jej jakieś pudełko w którym jest chyba pierścionek. Ah.. Jak ona by chciała taki dostać od Rona. Usiadła przy stole i jadła powoli śniadanie.
//Amortencja

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 1 - Nora


Po odbudowie części Hogwartu uczniowie (dorośli, uczniowie) wraz z resztą rodziny wrócili do domów. Weasley'owie wrócili późno do Nory. Byli wciąż załamani śmiercią Freda. Wszyscy rozeszli się do pokojów w ciszy. Tylko Molly i Artur zostali w kuchni. Objęli się, a pani Weasley zaczęła ronić łzy w objęciach męża.
***
 Ron, gdy tylko wszedł do pokoju położył się na łóżko myśląc : Co teraz? Nie lecę do Hogwartu, śmierć Freda... - Nagle, przypomniał sobie o pewnej brązowłosej dziewczynie - Hermiona - Widać było, że się zarumienił, a ta miłość, która zaistniała siedem lat temu nadal istnieje. Przekręcił się na bok od strony okna, a z jego niebieskiego oka wypłynęła łza. Ron zawsze uważał, że płaczą tylko dziewczyny, więc szybko wytarł czerwony policzek i spróbował zasnąć, lecz nie było to takie łatwe. Wciąż myślał nad swoim życiem, Hermioną, Harry'm, Hermioną i...Hermioną...
 Molly schodziła do kuchni gdy zobaczyła swojego najmłodszego syna patrzącego w kubek z kawą. Podeszła do Rona i poczochrała go po głowie. Rudzielec jakby ockną się z jakiegoś głębokiego snu spojrzał na matkę. 
- Już wstałaś? 
- Powinnam Cię zapytać o to samo - burknęła Molly. Widząc zmartwioną minę syna odpuściła.
- Jakoś nie mogłem spać - powiedział Ron, który znów zaczął patrzeć się w kubek. Matka nalała sobie kawy i usiadła obok syna. Rudowłosego aż zamurowało. Nigdy nie usiadłaby i nie pogadałaby z nim tak bez powiedzenia, że tego potrzebuje. 
- Co się dzieje? - spytała się po czym dodała - Chodzi o dziewczynę? - Ron zarumienił się.
- NIE!! - spuścił głowę - Bo... Co teraz? Hogwart, Fred... - Matkę poruszyło to co mówi syn. Nie wiedziała, że będzie tak przeżywał to wszystko co się stało. Molly przytuliła syna i wyszeptała.
- Ron, wszystko będzie dobrze. Znajdziesz pracę, odbudują Hogwart, znów spotkasz się z przyjaciółmi. Wszystko w swoim czasie - uśmiechnęła się. Widać było, że to dodało mu otuchy - Pamiętaj, są wakacje i ze wszystkimi się spotkasz - Ron przypomniał sobie, że przyjedzie Harry, Parcy, Bill, Charlie i... Hermiona. Rudzielec pocałował matkę w policzek i pobiegł na górę. Molly chciała powiedzieć mu, że za pięć minut śniadanie, lecz nie chciała przerywać mu radości. Zaczęła smażyć, lecz radość jej szybko minęła, gdy pomyślała o pogrzebie Freda...
 W tym samym czasie Ron podszedł do okna i usiadł na parapet. Patrzył w niebo, oglądał chmury. Myślał o wakacyjnym spotkaniu z rodziną, przyjaciółmi. Lecz ten moment przerwał głos matki wołający na śniadanie. Rudowłosy chętnie zszedł na dół. Przez cały dzień był nafaszerowany pozytywną energią. Jakoś szybciej wykonywał dawane mu zadania. Wieczorem napisał list do Harr'ego, oraz oddzielny dla Hermiony. Napisał szybko do Harr'ego co u niego słychać, ale do Hermiony długo się zastanawiał - Napisać, czy nie - wreszcie zaczął pisać.
Cześć Hermiono!
Co tam u Ciebie? Planujesz jechać w następnym roku do Hogwartu?
U mnie jak zwykle, dużo roboty.

 Pisał tak chyba z półgodziny, ale skończył i położył się spać. 
- Okno! -  Na szczęście przypomniał aby je uchylić - da sów - i zasnął.
Lumos
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że taki krótki, ale jest :D 


Wstęp - inna wersja historii

Historia na tym blogu zaczyna się już po bitwie o Hogwart.
Lecz Ron i Hermiona nie pocałowali się w komnacie. Prawdę mówiąc, wcale się nie pocałowali.
Weasley'owie wrócili już do Nory, Harry do swego domu, oraz Hermiona.
Wszyscy mieli przyjechać do Nory na wakacje. 
Jak się to potoczy?
Przeczytacie w rozdziałach.
Pozdrawiamy
Amortencja i Lumos

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 1 - Czy to miłość?

Był początek września. Czarodzieje jak i czarownice szykowali się do pierwszych zajęć.

        ***

 W wielkiej sali było pięknie. Stoły były pokryte białym obrusem a na jego końcach były przyszyte paski z kolorami domu. Na stołach oprócz obrusów było pysznie wyglądające jak i smakujące przeróżne potrawy. Wokół ław były dzieci które coś do siebie mówiły. Było gwarno.
Ron!-krzyknęła Hermiona.
Rudzielec który stał na końcu pokoju odwrócił się. Gdy JĄ zobaczył zrobiło mu się w środku ciepło i gdy widział jak do niego biegnie nogi mu miękły i nie mógł nic zrobić. Tylko się na nią patrzyć. Brązowłosa zarumieniła się i stanęła koło niego.
-Ron, muszę ci coś powiedzieć na osobności więc Harry nie może z tobą wtedy przebywać. Może pójdziemy na dwór?- spytała
Ron odpowiedział przytaknięciem swojej czerwonej głowy.
Hermiona energicznie złapała go za rękę i wyszli.
Zatrzymali się przy jeziorze gdzie mieli swoje pierwsze spotkanie. Hermionai strasznie się jąkała, a nawet cały czas aby mu cokolwiek powiedzieć. Nareszcie ucichła, bo zrozumiała że z nic z tego nie wyjdzie. Złapała go za drugą rękę i patrzyli sobie w oczy tak gdzieś z 10 minut. To dla nich nie miało znaczenia, bo razem chcieli aby ta chwila trwała wiecznie. Nagle usłyszeli przeraźliwy dźwięk wydobywający się z krzaków. Oboje się bali że to jakieś dziwne, nieoswojone zwierze biegnie w ich kierunku. Hermiona położyła swoją głowę na klatce piersiowej Rona i mocno go przytuliła. Chłopak stał w miejscu z różdżką celującą w miejsce z której wydobył się odgłos. Z krzaków wyszedł ogromny człowiek.
Hagrid!- zawołała dwójka.
Co tam gołąbeczki? - Odpowiedział ze śmiechem.- Muszę was o coś poprosić, ale to u mnie. Tutaj czuję się nieswojo i Harrym czeka w mojej chatce i zapewne chcę z wami pogadać.
***
Wokół chatki nie było pusto. wszędzie porastały małe i duże rośliny. Najbardziej zauważalne były dynie. Sama chata wyglądała mizernie i widać było że zrobił ją jakiś człowiek ( lub półolbrzym ;) ) ponieważ była zrobiona z drewna i kamienia. Okna w niej były małe ale za to drzwi były ogromne, zajmujące całą ścianę.
W środku było za to lepiej. Po prawej stronie była kuchnia, po lewej stara kanapa na której najwidoczniej spał bo nie było tu żadnego pomieszczenia oprócz salono-kuchnio-sypialni i łazienki. Na samym środku pokoju stał okrągły stół z krzesłami. 
Nagle cała trójka weszła do środka zobaczyła Harry'ego siedzącego na kanapie i popijającego gorącą czekoladę.
Hej! - powiedział Harry który miał na sobie jak zwykle szatę i rozczochrane włosy. 
Hej stary!- odpowiedział Ron.
Cześć!- także odpowiedziała Hermiona. 
Hagrid był zadowolony że są tutaj jego mali przyjaciele, ale po wyrazie jego twarzy było widać że coś go trapi. Półolbrzyb usiadł na przeciwko nich i powiedział:
-Musicie mi pomóc. Jak wiecie zostałem nauczycielem i muszę pokazywać i uczyć was o różnych stworzeniach magicznych, prawda? Tyle że nie mam co pokazać i nie chcę nikomu nie robić krzywdy ani żeby nikt po mnie nie sprzątał więc czy pomoglibyście mi na następną lekcje sprowadzić jednorożca? oczywiście wiem że moglibyście się nie zgodzić bo to jest bardzo nie bezpieczne i w ogóle...
Zapadła cisza. Ron i Harry popatrzyli sobie w oczy ze zdziwieniem. Hermiona nagle przemówiła.
- Oczywiście że ci pomożemy.
Hagrid o mało nie wybuchł ze szczęścia. Przytulił wszystkich na raz ( bo miał takie długie ręce ) i cały czas mówił "Dziękuję". Po chwili płaczu i radości zapytał ich czy chcą coś do picia. Ale później popatrzył na zegarek ( nie ten nie działający ) i powiedział aby już zmykali bo spóźnią się na lekcje. 
***
Ich pierwszą lekcją była transmutacja z McGonagall. Harry siedział razem z Neville'em, a Ron i Hermiona sami w jednej ławce. Hermiona była różowa na twarzy ze wstydu, ale była szczęśliwa. Pamiętają te chwile kiedy siedzieli razem z Harry'm i Hermiona uczyła Rona zaklęcia. Wszystko im wspominało chwile kiedy razem gdzieś szli, rozmawiali, uczyli się...
- Panno Granger! Czy pani mnie słucha?! - Powiedziała McGonagall.
Hermiona aż podskoczyła. Była tak bardzo zamyślona w Ronie?! Powinnam o nim nie myśleć! Pewnie i tak głupia, brązowłosa kretynka nie ma u niego szans! Pewnie i tak już ma na oku jakąś lepszą od niej! Hermiona, nie myśl o nim!
-Panno Granger?! Proszę mi powiedzieć o jakim zaklęciu właśnie mówiłam!
Hermiona znowu podskoczyła ze strachu. Teraz wszyscy się na nią patrzyli. Nie miała pojęcia o czym mówiła ta baba. Nagle usłyszała miękki głos Luny. Popatrzyła na nią. Dziewczyna szeptała do Hermiony regułkę zaklęcia. Hermiona szybko pojęła o co jej chodzi.
Powiedziała dokładnie to co mówiła Luna.
- Dobrze. Widzę że mnie uważnie słuchałaś. Przepraszam za mnie Panno Granger.
***
Po lekcji Transmutacji miała Eliksiry, Quiditch, Historie Magii, Runy i Mugoloznawstwo. Była wykończona pierwszymi zajęciami. Półprzytomna wróciła do dormitorium. Musiałą jeszcze odrobić pracę domową. Usiadła w kącie i wyjęła swoje pergaminy i pióro z atramentem. Zaczęła pisać. " Praca Domowa z Run". 
Nagle poczuła wodę kolońską. Od razu wiedziała czyja jest. Odwróciła się i za nią stał rudowłosy chłopak.
Dziewczyna zarumieniła się na jego widok. Ron popatrzył się w jej oczy i przybliżył się do jej głowy. Pachniała mu dobrze znanymi perfumami. Znał ich zapach od zawsze. I zawsze przypominały mu JĄ. Wiedział że ją kochał i nie pozwalał jej nigdzie samej odejść. Hermiona zaśmiała się nieprzyzwoicie i powiedziała że musi odrabiać lekcje bo jutro nie zdąży. 
- Dobrze Panno Granger - powiedział Ron i odpowiedział jej tym samym nieprzyzwoitym śmiechem. Oddalił się o krok i zatopił swoją głowę w jej włosach. Hermionie to nie przeszkadzało. Czuła się wniebowzięcie. Chciała aby to trwało wiecznie. Siedzieli tak do północy, bo wtedy wszyscy sobie poszli i Hermiona skończyła odrabiać. Spakowała swoje rzeczy i stanęła w przejściu do dormitorii. Pocałowała Rona w policzek i powiedziała mu Dobranoc. Następnie rozdzielili się. Hermiona od razu położyła się na swoim łóżku przy oknie i zasłoniła kotary łóżka aby nikt jej nie przeszkadzał. Czuła się dziwnie, źle a zarazem wspaniale. Nie wiedziała co do niego czuje i co on do niej. Myślała że wyszła na błazna przed nim i że rozpowie to każdemu i będzie się z niej śmiał. Mogła go nie całować. Mogła do niego po prostu powiedzieć żeby dał jej spokój bo odrabia lekcje i jest padnięta. Mogła go pogonić. Nie wiedziała co teraz ze sobą zrobić. Weszła pod kołdrę i płakała.