sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 5 - Tak to miało być

 Hermiona stała wraz z Ronem przy grobie. Nie wiedziała dla czego, ale chciała złapać go za rękę. Położyła bukiet kwiatów i odeszli. Pod koniec każdy podniósł do góry różdżki. Właśnie wtedy go złapała. Ron czuł jej dłoń. Wtedy poczuł jakby miał wybuchnąć. Było mu tak gorąco, ale nie było po nim tego widać.
 Opuścili różdżki. Molly wtuliła się w ramiona Artura by zasłonić łzy. Choć to nie było takie łatwe. Wciąż czuła, że Fred jest, a tak naprawdę nie ma go.
- Jednak na zawsze będzie w naszych sercach. - pomyślała Molly
 Ginny także wtuliła się, ale w Harry'ego. Pogłaskał ją po rudych włosach po czym wyszeptał.
- Ginny, nie płacz. Wszystko będzie dobrze - dziewczyna spojrzała na wybrańca. Wiedziała, że wszystko się ułoży, ale na pewno nie teraz. Może za kilka miesięcy, tygodni, ale nie teraz.

***
 Po pogrzebie, wciąż panowała spięta atmosfera. Nikt się nie odzywał. Przy kolacji, każdy miał spuszczoną twarz. Dosyć szybko, każdy poszedł do swoich pokoi. 
W pokoju Rona i Harry'ego...
Ron położył się do łóżka. Odwrócił się do okna i próbował zasnąć.
- Dlaczego nie możesz jej tego powiedzieć!!! Ty ją kochasz, ona Cię kocha. Powiedz jej, że ją kochasz! - Tak myślał Harry, gdy widział, że Ron myśli o Hermionie. Lecz nie chciał mu tego mówić. Myślał, że kiedyś to sobie powiedzą, albo znajdą inną miłość, lub będzie tak do ich śmierci i tak dalej...
 Wybraniec dobrze znał przyjaciela, lecz tym razem nie zgadł. Ron myślał tylko o bólu brata. Nie wiedział jak to jest gdy stracisz swojego brata, bliźniaka. 
Tydzień po pogrzebie...
 Była dopiero szósta rano, a Hermiona już wstała. Wyciągnęła książkę, którą czytała od wczoraj wieczoru. Zostało jej tylko dziesięć rozdziałów. Skończyła je w jakieś półgodziny i zeszła na dół. Założyła szare spodnie i różową bluzkę. Na dole czekała na nią kawa zaparzona przez panią Weasley. Molly powitała Hermionę i dała jej kubek z kawą. Rozmawiały sobie o różnych babskich sprawach. Jakieś półgodziny później wstała Ginny. Zeszła na dół półprzytomna, ale po wypiciu kawy wróciła do życia. Przyszła też do nich Fleur.
- Ginny, zawołaj chłopców - powiedziała matka rudowłosej
- Dobrze - powiedziała, po czym krzyknęła - WSTAWAĆ!!!!!
W kuchni było tylko słychać odgłosy spadających... chłopców. Bill, Charlie, Ron ,Harry, Artur, Pearcy i George krzyknęli - CHWILKA! 
Widać było, że tylko Hermiona była zdziwiona zachowaniem zarazem Ginny i chłopaków. Pięć minut później, każdy już siedział przy stole. Widać było, że dużo się zmieniło od pogrzebu Freda. Atmosfera była o wiele weselsza i wszyscy rozmawiali ze sobą.
- Fred, Harry, Ron, wy zajmiecie się ogrodem. Pearcy, Bill, Charlie i Artur, wy pomożecie im z gnomami, a dziewczęta, wy pomożecie mi w domu posprzątać - powiedziała Molly.
Wszyscy wzięli się do pracy. W ogrodzie chłopcy zachowywali się jakby byli w przedszkolu. Na pewno nie przypominało to pracy. Nie dziwię się im. Tak rzadko się widzą. Niech się nacieszą.
 Lecz u dziewczyn to wyglądało to troszeczkę inaczej. No tak, rozmawiały ze sobą, Hermiona i Ginny nawet się rzucały poduszkami w ich pokoju, ale szybciej i solidniej wykonały swoją pracę...

Lumos 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz