Quidditch
-Rozdział 11-
Dzień zapowiadał się normalnie. Jak co dzień wszyscy zeszli na śniadanie przygotowane przez matkę rudzielców. Dziewczęta szybciej dziś wstały i poszły pomagać Molly w przygotowaniu śniadania.
Od samego rana Ron, Ginny i George byli bardzo podekscytowani.
- Dzieci nie jeść mi tak szybko się jeszcze udławicie! - upominała matka rudzielców. Hermiona wciąż myślała dlaczego się tak zachowują. - Zdążycie przecież potrenować!
- Przepraszam, ale przed czym potrenować? - zapytała brązowłosa.
- Przed meczem Quidditcha. Co roku organizujemy wspólny mecz. Przychodzą sąsiedzi, przyjaciele i oczywiście my. To taka tradycja. - wytłumaczyła Molly. - Wy tez będziecie brać udział? - spytała Hermionę i Harry'ego.
- Z chęcią. - odpowiedział Harry.
- Ja, ja nie chcę. Będę siedzieć na widowni. - powiedziała Hermiona.
- Dobrze. - uśmiechnęła się po czym dodała. - No dobrze, możecie już iść. - Weasleyowie pobiegli do swoich pokoi po miotły. Po minucie zeszli na dół. Ubrani byli w stroje specjalne do Quidditcha i wraz z miotłami wybiegli z domu. Hermiona została w domu by pomóc posprzątać Molly ten cały bałagan pozostawiony przez wszystkich. Nawet Artur pobiegł by potrenować.
- Dlaczego nie chcesz uczestniczyć w meczu Quidditcha? - spytała się matka rudzielców.
- Ja... Ja nie lubię latać... - odpowiedziała troszkę skrępowana Hermiona. Gdy skończyła sprzątać poszłą na górę by się przebrać. Dziś była naprawdę świetna pogoda by trochę poćwiczyć. Słońce świeci, ale nie raziło w oczy nie padał też deszcz. Założyła szare spodnie i różową, trochę większym dekoltem koszulkę. Podeszła do okna. Latała Ginny, latał Harry, George, pan Weasley i Ron, a ona? Czasem była na siebie zła, przecież na miotłach latają czarodzieje. Czemu ona nie lata? Czemu tego nie lubi? Czasem to, czego nie nauczysz się z książek jest o wiele trudniejsze. Hermiona najwidoczniej nie umiała opanować na tyle miotły by wierzyć w to, że nie spadnie, ale to jej taki anty talent... Lub strach. [...]
- Przepraszam, ale przed czym potrenować? - zapytała brązowłosa.
- Przed meczem Quidditcha. Co roku organizujemy wspólny mecz. Przychodzą sąsiedzi, przyjaciele i oczywiście my. To taka tradycja. - wytłumaczyła Molly. - Wy tez będziecie brać udział? - spytała Hermionę i Harry'ego.
- Z chęcią. - odpowiedział Harry.
- Ja, ja nie chcę. Będę siedzieć na widowni. - powiedziała Hermiona.
- Dobrze. - uśmiechnęła się po czym dodała. - No dobrze, możecie już iść. - Weasleyowie pobiegli do swoich pokoi po miotły. Po minucie zeszli na dół. Ubrani byli w stroje specjalne do Quidditcha i wraz z miotłami wybiegli z domu. Hermiona została w domu by pomóc posprzątać Molly ten cały bałagan pozostawiony przez wszystkich. Nawet Artur pobiegł by potrenować.
- Dlaczego nie chcesz uczestniczyć w meczu Quidditcha? - spytała się matka rudzielców.
- Ja... Ja nie lubię latać... - odpowiedziała troszkę skrępowana Hermiona. Gdy skończyła sprzątać poszłą na górę by się przebrać. Dziś była naprawdę świetna pogoda by trochę poćwiczyć. Słońce świeci, ale nie raziło w oczy nie padał też deszcz. Założyła szare spodnie i różową, trochę większym dekoltem koszulkę. Podeszła do okna. Latała Ginny, latał Harry, George, pan Weasley i Ron, a ona? Czasem była na siebie zła, przecież na miotłach latają czarodzieje. Czemu ona nie lata? Czemu tego nie lubi? Czasem to, czego nie nauczysz się z książek jest o wiele trudniejsze. Hermiona najwidoczniej nie umiała opanować na tyle miotły by wierzyć w to, że nie spadnie, ale to jej taki anty talent... Lub strach. [...]
Gdy wyszła na podwórko poszła prosto na arenę. Nie była aż tak wielka, dopracowana, ale miała to coś co zachęcało do latania. Hermiona usiadła jak najwyżej i obserwowała jak latają. Prawdę mówiąc, Ron lepiej sobie tu radził niż w Hogwarcie. Szybciej i pewniej latał, obraniał każdy strzał. Gdy zobaczył Hermionę zamurowało go lecz potem zaczął się popisywać. Dobrze, że nie skręcił karku czy nie złamał nogi.
Hermiona na początku uśmiechała się i chichotała gdy patrzyła na Rona, ale potem opuściła głowę i zrobiła smutną minę. Ona też chciałaby polatać, chciałaby czuć to, co Ron. Wiatr we włosach, satysfakcję z tego, że obroniła bramkę, że złapała Znicz tak jak Harry.
- Lecz nigdy tego nie poczuję. - powiedziała na siebię. Wieczorem Weasleyowie poszli do Nory. Hermiona została na arenie i patrzyła na zachodzące słońce.
- Jeszcze tu siedzisz? - spytał się Ron. Brązowłosa zdała sobie sprawę, że on siedział tu od jakiegoś czasu.
- Tak. Zaraz pójdę...
- Chodź... - wyciągnął rękę do przyjaciółki. - Zamknij oczy... - zasłonił jej oczy. Czuła, że się rumieni. - Tylko nie podglądaj... - Zeszli na trawę, a Ron odsłonił jej oczy. Zobaczyła miotłę. Miotłę Rona. - Siadaj, nie bój się. Usiądę przed Tobą. - Hermiona usiadła lecz nie ukrywała strachu. Gdy rudzielec usiadł objęła go mocno w pasie i zamknęła oczy. Czuła się bezpiecznie przy nim., nawet na miotle. Ron zarumienił się gdy brązowłosa go przytuliła. Odepchnął się od ziemi i polecieli. Nie szybko, nie wolno, idealnie. Hermiona otworzyła oczy. Pierwszy raz tak wysoko leciała na miotle i jeszcze z kim. Wtuliła się delikatnie w rudzielca i wyszeptała.
- Ale tu pięknie... - Ron chciał powiedzieć : ,,Ty jesteś piękna" , ale uznał, że to będzie, takie... Po prostu nie powiedział, jej tego.
Gdy wylądowali na ziemię rudowłosy zauważył, że Hermiona zasnęła. Była taka piękna wśród zachodzącego słońca. Ron zaniósł ją do Nory i położył w jej łóżku, a potem sam poszedł do łóżka. Musiał być wypoczęty, jutro, tak jak przez ten cały tydzień, będzie trenować.
Tydzień później...
Dziś Weasleyowie i Harry są jeszcze bardziej podekscytowani niż tydzień wcześniej. Skończyli bardzo szybko jeść śniadanie. Hermiona zastała Ginny wkładającą strój do Quidditcha.
- O cześć! Idziesz? Zaraz będziemy grać! - powiedziała Ginewra gdy założyła strój.
- Tak, zaraz przyjdę. - uśmiechnęła się do przyjaciółki. Rudowłosa wzięła miotłę i pobiegła na dół. - Powodzenia.
Na podwórku zebrali się przyjaciele, sąsiedzi Weasleyów. Przyszła także Angelina. George przywitał ją ciepło i polecieli w górę. Za kilka minut miał się zacząć mecz. Na samej górze usiadła Hermiona. Za nią Molly, Artur i ich przyjaciele. Brązowłosa oprócz Weasleyów znała tylko Angelinę. Wpatrywała się wciąż w latających czarodziejów. Ron, George, Harry, Angelina, Ginny byli w jednej drużynie.
Zaczęło się. Wszyscy zajęli swoje pozycje. Za dosłownie trzy sekundy zacznie się gra. JUŻ! Zaczęli bronić strzałów, łapać znicz i strzelać. Hermiona obserwowała każdy ruch drużyny gdzie byli Weasleyowie. Miała racje. O wiele lepiej sobie tutaj radzą. Widać było, że znają arenę na pamięć. Z zamkniętymi oczami mogliby polatać sobie.
Harry zobaczył Znicza. Zaczął go gonić. Przeleciał bardzo blisko widowni Musiał polecieć do góry nogami nad widownią. Już prawie złapał. Tylko kilka centymetrów, ale mógł wybrać pomiędzy złapaniem znicza i uderzeniem w ziemię lub przelecieć nad ziemią. Wybrał bezpieczniejszą opcję. Dwie minuty później przed jego oczami poleciał Złoty Znicz. Podleciał bliżej...
- TAK! HARRY POTTER ZŁAPAŁ ZŁOTY ZNICZY! - krzyczał komentator. Widownia szalała.
- TAK! HARRY POTTER ZŁAPAŁ ZŁOTY ZNICZY! - krzyczał komentator. Widownia szalała.
- HARRY, HARRY, HARRY!!!
Drużyna przeciwna podeszła do zwycięskiej drużyny i pogratulowała zwycięstwa. Quidditch na tej arenie wyglądał zupełnie inaczej. Wszyscy mili dla siebie, tu przegrywa się z radością. Hermiona uśmiechnęła się.
Wszyscy już poszli. Hermiona szła do Nory.
- Hej - powiedział Ron. Dziewczyna odwróciła się. Nie było go ani z tyłu, z przodu ani z boku. - Haha, tu jestem. - rudzielec wisiał do góry nogami na miotle nad głową Hermiony.
- Ron? Co ty robisz?
- Latam. - odpowiedział po czym ustał na ziemię i uśmiechną się. - Hihi. - zachichotała. - Świetnie dziś grałeś.
- Ron? Co ty robisz?
- Latam. - odpowiedział po czym ustał na ziemię i uśmiechną się. - Hihi. - zachichotała. - Świetnie dziś grałeś.
- Dziękuję - zarumienił się.
- Ron?
- Tak?
- Mógłbyś nauczyć mnie dobrze latać?
- Hermiono... Pewnie, że tak!
Przez całą drogę do Nory, Ron opowiadał o Quidditchu. Hermiona uważnie słuchała. Bardzo szybko doszli do Nory. Zjedli kolację i poszli spać.
Lumos
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz